Pełny dostęp do zasobów serwisu
Niezarejestrowni goście mają pełny dostęp do zasobów serwisu. Mogą pisać komentarze, posty na forum, pobierać wszystkie zamieszczone w serwisie pliki i załączniki do wiadomości na forum. Zapraszamy!
Dlaczego tu jest reklama?
autor: Kalontas | napisano 2 lipca 2008 o 23:19
czytano 12015 razy | średnia ocen: 5.50

Mit o Kalontasie

Kalontas - syn Epidauriona, wnuk Asklepiosa, król Epidauru. Spokojnie, odziedziczył tron po swoim ojcu, który zmarł śmiercią naturalną. Jednak jemu już ten dar nie był dany: któregoś razu do jego miasta przybył Herakles, który właśnie zmierzał z Aten do Myken, do Eurysteusza. Kalontas nie wierzył w siłę i odwagę Heraklesa, więc zadał mu wyzwanie: jeśli naprawdę jest taki odważny, jak twierdzi, niech przyniesie mu przynajmniej jedną z głów nieśmiertelnego, nigdy nie zasypiającego smoka Ladona, strzegącego złotych jabłek w ogrodzie Hesperyd. Herakles początkowo przeraził się tym zadaniem, ale wymyślił pewien fortel i ostatecznie zgodził się na wyzwanie. Po kilku miesiącach Herakles wrócił, ale razem z całym, żywym smokiem, którego związał łańcuchami wykutymi przez samego Hefajstosa. Oniemiały Kalontas nie wierzył, że heros uprowadził smoka, ale w końcu powiedział, że miał przynieść tylko głowę. Na to Herakles odpowiedział, że nie zaznaczył, że ta głowa ma być odcięta, więc przywlókł całego smoka. W końcu Herakles rozwścieczony tym, że nie przyznano mu obiecanej nagrody- antidotum na jad hydry- uwolnił smoka z łańcuchów i puścił go na miasto. Smok zaczął zabijać ludzi, chcąc w ten sposób zmusić herosów do jego uwolnienia i zwrócenia na miejsce. Jednak ani Kalontas, ani Herakles, nie wiedzieli, co robić. W końcu Kalontas pojechał do Delf, żeby zapytać swojego pradziada, Apollina, poprzez Pytię o to, co robić. Wyrocznia odpowiedziała, że smok się uspokoi, jeśli zginie wielki heros. Dla większości mieszkańców Epidauru było jasne, że to Herakles musi zginąć i Kalontas nawet mu o tym powiedział. Ten uniósł się honorem i sprzeciwił się tej przepowiedni. W związku z tym, gdy potwór wdarł się do pałacu, Kalontas sam rzucił się w paszczę smoka. Po jego śmierci, Herakles uroczyście spalił jego ciało na stosie, a ułaskawionego smoka przewiózł spowrotem na wyspy Hesperyd. Bogowie zlitowali się nad Kalontasem. Zeus zatrzymał Tanatosa i porwał duszę króla do gór, niedaleko jego rodzinnego miasta. Tam uderzył piorunem, sprawiając, że ze skały wytrysło źródło nowej rzeki, która tuż obok Epidauru spłynęła do morza. Rzekę nazwano imieniem Kalontasa, a jego samego uczyniono bogiem tej rzeki. Jako śmiertelnik nie miał żony, albo jej imię było na tyle mało ważne, że jej nie zapisano. Jako bóg wziął ślub z Oreadą góry, z której wypływało jego źródło, Ligurią i miał z nią trójkę synów i córek. Najstarszy syn, Elektryon, upomniał się potem o tron Epidauru, zagarnięty przez uzurpatora Nomenosa, który zajął pusty po śmierci Kalontasa tron. Nikt nie dał Elektryonowi wiary, że jest synem Kalontasa, gdyż musiałby się urodzić długo po jego śmierci. Gdy jednak ten przybył i ujawnił się Nomenosowi w boskiej postaci, ten przebił się z przerażenia swoim własnym mieczem na oczach wszystkich zebranych. Elektryon objął tron w Epidaurze i zapoczątkował nową dynastię. Dwóch pozostałych synów nazywało się Perigonos i Likomedes, a córki- Hyada, Athrakia i Eomalea. Losy pozostałej piątki dzieci są bliżej nieznane, choć mówi się, że Eomalea została żoną jednego z królów spartańskich, a Athrakia była kochanką Zeusa.


Elektryon - syn Kalontasa i nimfy górskiej Ligurii. Dorastał wychowywany przez nimfy w górach niedaleko Epidauru, a gdy dorósł, dowiedział się o tożsamości swojego ojca, który wyjawił mu jego dziedzictwo w mieście Epidauros. Młody Elektryon wyruszył do miasta, którego tron po śmierci Kalontasa zagarnął jego siostrzeniec, uzurpator Nomenos. Elektryon przybył do miasta i ujawnił kim jest, ale nikt mu nie uwierzył- to by oznaczało, że Elektryon urodził się sześć lat po śmierci swojego ojca. I faktycznie tak było, jednak Kalontas zmarł jako człowiek, a Elektryona spłodził już jako bóg rzeki. Nomenos rozkazał przywiązać Elektryona nogami do góry i tak zwiesić go ze szczytów skał nadmorskich, ale gdy słudzy chcieli wykonać rozkaz, Kalontas ujawnił się im i Nomenosowi w boskiej postaci. Porażeni słudzy uciekli w panice z miasta i sami rzucili się ze skały do morza, a przerażony Nomenos przebił się na ten widok własnym mieczem, na oczach wszystkich zgromadzonych. Widząc Kalontasa żywego, tłum przyznał Elektryonowi prawo do zagarnięcia tronu. Potem, Elektryona wezwano na wojnę trojańską. Długo nie chciał jechać, gdyż nie składał przysięgi Tyndareosa, ale w końcu po dwóch latach dołączył do innych dowódców achajskich. Został ciężko ranny w ostatnim roku wojny, gdy dosięgnął go swoim oszczepem król etiopski Memnon. Wszyscy byli pewni, że umrze, ale uratował go lekarz Achajów, Machaon, syn Asklepiosa i kuzyn samego Elektryona. Zawiedziony swoimi zdolnościami bojowymi i z urażoną godnością, wrócił do Epidauru. Po powrocie zasztyletował go syn Nomenosa, Tauros.  Taurosa z kolei pokonał Pentiles, syn Orestesa i król Myken, który tym samym przyłączył Epidaur do swojego królestwa.

O Elektryonie nie wspomina Homer, brak go też u Hezjoda, coś wspomina w paru słowach Owidiusz w Metamorfozach, ale dość niejasno i enigmatycznie. Podobno mowa była o nim w zaginionym eposie Powroty Hagiasa z Trojzenu, ale wprost wymieniają go dopiero poeci nowożytni.


Ten ostatni akapit proszę potraktować z przymrużeniem oka. ;) Ten tekst napisałem już prawie rok temu i odnosiłem się do niego wiele razy na Olimpie, ale nigdy go nie wysłałem. Czas najwyższy, prawda?
Może jutro zeskanuję mój szkic przedstawiający boską postać Kalontasa.
komentarze (12) | napisz komentarz
nie musisz się rejestrować!
Prace Heraklesa
© Archeos.pl | O serwisie | Kontakt |
Pliki Cookie
Używamy plików Cookie, aby ułatwiać korzystanie z naszego serwisu oraz do celów statystycznych i reklamowych. Jeśli nie blokujesz tych plików, to zgadzasz się na ich użycie oraz zapisanie w pamięci urządzenia. Pamiętaj, że możesz samodzielnie zarządzać cookies, zmieniając ustawienia przeglądarki. Rozumiem