Pełny dostęp do zasobów serwisu
Niezarejestrowni goście mają pełny dostęp do zasobów serwisu. Mogą pisać komentarze, posty na forum, pobierać wszystkie zamieszczone w serwisie pliki i załączniki do wiadomości na forum. Zapraszamy!
Dlaczego tu jest reklama?
autor: Kalontas | napisano 30 listopada 2008 o 17:21
czytano 21973 razy | średnia ocen: 5.33

Prace Heraklesa - Woły Geryona

Wstecz: Prace Heraklesa - Konie Diomedesa

Następnego dnia po zwróceniu do Myken koni Diomedesa, Kopreus oznajmił Heraklesowi następne zadanie - miał uprowadzić kolejne niebezpieczne bestie, a mianowicie woły wypasane przez samego Geryona. Gigant ten był synem Chryzaora, a tym samym bratem Echidny i wujem kilku potworów, które heros wcześniej pokonał. On sam również nie wyglądał idealnie - był on w przybliżeniu trojaczkiem syjamskim, gdyż od pasa w dół posiadał jedno ciało, ale od pasa w górę miał trzy tułowia, sześć rąk i trzy głowy. Dzięki temu potwornemu wyglądowi, zdobył supremację na wyspie Erytei, leżącej podobno na zachodnich krańcach świata. Alkides, chcąc nie chcąc, musiał się tam wybrać i woły uprowadzić, za wszelką cenę.

Herakles spędził bardzo długą drogę poprzez Europę i różne dzikie krainy znajdujące się tam podówczas. Wiele wieków potem pewien polski kronikarz twierdził nawet, że jeden z przodków rodu Piastów pokonał Heraklesa, ale zapewne była to tylko bajka budującą dumę narodową. W końcu w kraju Etrusków Herakles dostał się na statek i nim dopłynął aż do cieśniny Gibraltarskiej... ale cieśnina była zbyt wąska by jakikolwiek statek tam mógł przepłynąć - drogę tarasowały ogromne skały. Herakles niewiele myślał i zaczął rozrzucać skały na boki, po czym wszedł na statek i popłynął dalej. W ten sposób stworzył słupy Heraklesa - czyli skały Gibraltaru i Ceuty.

Na statku dopłynął sam aż prawie na kraniec świata, i to w momencie, gdy właśnie nadchodził zachód słońca, a Helios na swoim złocistym rydwanie zstępował do Okeanosu. Gdy tam się znajdował, jego promienie zawsze odbijały się od czerwonych skał Erytei i jaśniały tym czerwonym kolorem, nadając charakterystyczny kolor zachodowi słońca. Gdy Herakles przybył na te odległe wody, promienie słońca go poraziły i obawiając się spalenia, wyciągnął łuk i zaczął strzelać w kierunku boga. Bogowie jednak bywają nieobliczalni. Heliosowi spodobała się odwaga syna Zeusa i zapytał go, co go sprowadziło w tak dalekie strony. Gdy Helios dowiedział się przyczyn, pozwolił Heraklesowi pożyczyć jego złotą czarę, w jakiej ten zwykle podróżował na wschód, by tam znowu wzejść następnego dnia. Alkides w tej czarze szybko dostał się do Erytei, ale tam już wypatrzył go Menojtios, pasterz stad Hadesa. Pobiegł szybko do swojego pana, Geryona.

Heros szedł spokojnie przez równiny Erytei, nie spodziewając się, że grupka potworów jest już gotowa na jego przybycie. Pierwszy zjawił się Menojtios, strzegący stad czarnych baranów i owiec Hadesa. Herakles bez problemu położył na łopatki śmiertelnika, ale tuż za nim czaił się prawdziwy olbrzym - Eurytion, pomocnik Geryona. Choć gigant górował nad nim wzrostem o wiele stóp, heros nawet skorzystał ze swojego niewielkiego (w porównaniu do Giganta) wzrostu. Wziął swój łuk i zaczął celować strzałami w nogi potwora. Choć ten próbował z góry złapać herosa, to ból zaczął rozrywać mu nogi i w końcu rozłożył go. Gigant Eurytion zginął od jadu Hydry, a na pobliskiej równinie znajdowała się - jak się zdawało - ostatnia przeszkoda. Geryon i jego stada. Gdy jednak Alkides się zbliżył, ze stada wyłonił się potworny, dwugłowy pies, Orthros, brat Cerbera, i pies pasterski Geryona. Herakles natychmiast chwycił za swoją maczugę i po długich zapasach zatłukł psa. Przed nim stał już tylko Geryon, który wszystkimi trzema parami ust lżył herosowi.

Geryon był nie tylko ogromny, ale i potwornie zwinny. Umykał przed strzałami, które heros wysyłał i unikał każdego uderzenia maczugi. Przy okazji denerwował Heraklesa każdym słowem, wyzywając go różnymi nieprzyzwoitymi epitetami i twierdząc, że Herakles nie jest synem własnego ojca. Zdenerwowany heros postanowił w końcu wymyślić fortel. Stanął więc w miejscu w bezruchu, co wzbudziło podejrzenie Geryona. Zamiast jednak coś samemu wymyślić, gigant się ucieszył i pchnął włócznią w kierunku Heraklesa. Ten jednak złapał ostrze od drugiej strony i odepchnął je, nadziewając wszystkie trzy ciała Geryona na jego własną włócznię. Potwór ginąc wyznał jedną tajemnicę bogów: Doprawdy nie jesteś synem swojego ojca, to sam Zeus przybrał tamtej nocy postać Amfitriona i twoją matkę uwiódł. Stąd się wziąłeś ty, syn Zeusa, a brat twój Ifikles został poczęty przez prawdziwego Amfitriona, który przybył tej samej nocy do domu. Choć ta wiadomość głęboko wstrząsnęła Heraklesem, musiał kontynuować zadanie.

Herakles należycie pochował Geryona, po czym razem z jego stadem wybrał się w drogę powrotną. Gdy przybył ponownie do Italii, mijał siedem charakterystycznych wzgórz. Wówczas jeszcze nic one nie znaczyły, ale za setki lat miał tam powstać Rzym. Pod jednym ze wzgórz, Awentynem, mieszkał olbrzym Kakus, syn Hefajstosa, wyposażony przez ojca w płomienny oddech. Nie znał ani Heraklesa, ani tego bydła, ale jeden z byków szalenie mu się spodobał i postanowił zjeść go na śniadanie. Alkides jednak przechytrzył go i gdy tylko tamten byka uprowadził, heros wskoczył do jego jaskini i jednym szybkim strzałem w czoło olbrzyma ubił.

Następnie przybył na Sycylię, gdzie rządził syn Posejdona, Eryks. Ugościł on herosa należycie w swoim mieście i obiecał, że zaopiekuje się bydłem. Nie powiedział jednak jak bardzo: w nocy uprowadził osiem krów ze stada, a rankiem udawał, że nic o nich nie wie. Herakles jednak z łatwością udowodnił, że krowy są oznaczone pieczęcią Geryona i zażądał ich zwrotu. Eryks odmówił i wyzwał herosa na pojedynek w zapasach. Ciężko jednak tego wyzwania pożałował - heros na nic nie czekając, na miejscu pięścią zmiażdżył czaszkę zuchwałego króla i odzyskał swoje bydło, z którym wkrótce potem na flocie Eryksa dotarł na Peloponez.

Gdy już miał dotrzeć do Myken, Hera spojrzała w dół z Olimpu i bardzo ją zdenerwowało, że herosowi tak dobrze się wiedzie i mimo, że osobiście postawiła mu na drodze Kakusa i Eryksa (niektórzy mówią, że nawet Scylla połknęła kilka krów ze stada Geryona), to ten już prawie dotarł do celu. Zesłała więc ogromnego gza, który tak ukąsił woły, że te oszalałe rozbiegły się po całym półwyspie. Po kolejnych okropnych wysiłkach zebrał ponownie wszystkie woły i doprowadził je do Myken, co bardzo zdziwiło Eurysteusza, choć musiał uznać wypełnienie tego zadania.

Herakles dopytał się jeszcze wyroczni delfickiej, czy to prawda, że jest synem samego Zeusa. Pytia potwierdziła, co wyjaśniło herosowi wiele przeciwieństw na jego drodze życiowej: zazdrosna o to, że śmiertelniczka urodziła jej mężowi lepszego syna niż ona, próbowała zniszczyć tego syna. Nawet obłęd, w którym zabił własne dzieci był zesłany od Hery. Heros na przekór złośliwej bogini ogłosił, aby od teraz zwać go Heraklesem - "chwałą Hery".
Tymczasem Eurysteusz prosił w modłach Herę o pomysł na kolejne zadanie dla herosa. Jak do tej pory ona zawsze pomagała mu znaleźć najbardziej diaboliczne pomysły. Tak się stało i tym razem. Bo który mężczyzna ośmieli się ukraść z posiadania królowej Amazonek cudowny pas Aresa?

Dalej: Prace Heraklesa - Pas Hipolity
komentarze (3) | napisz komentarz
nie musisz się rejestrować!
Epos o Gilgameszu
© Archeos.pl | O serwisie | Kontakt |
Pliki Cookie
Używamy plików Cookie, aby ułatwiać korzystanie z naszego serwisu oraz do celów statystycznych i reklamowych. Jeśli nie blokujesz tych plików, to zgadzasz się na ich użycie oraz zapisanie w pamięci urządzenia. Pamiętaj, że możesz samodzielnie zarządzać cookies, zmieniając ustawienia przeglądarki. Rozumiem