Pełny dostęp do zasobów serwisu
Niezarejestrowni goście mają pełny dostęp do zasobów serwisu. Mogą pisać komentarze, posty na forum, pobierać wszystkie zamieszczone w serwisie pliki i załączniki do wiadomości na forum. Zapraszamy!
Dlaczego tu jest reklama?
autor: Kalontas | napisano 3 stycznia 2009 o 23:51
czytano 11131 razy | średnia ocen: 5.26

Lew Babilonu

Wstęp

Ciemne pomieszczenie z bardzo niewielką liczbą okien rozświetlały jedynie nieliczne świece, ledwo widoczne we wszechogarniającym mroku. I tak jedyne padające z nich światło oświetlało kamienny sarkofag, przykryty lnianą narzutą z namalowaną nań żółtą, sześcioramienną gwiazdą, zdającą się połyskiwać na błękitnej niczym morze szacie. Nagle drzwi do pomieszczenie otwarły się, a do środka wpadło jedynie nieznacznie więcej światła - była noc ciemna niczym najczarniejsze otchłanie królestwa Nergala. Pośród tej bezksiężycowej nocy do pomieszczenia wkroczył niepozorny młodzieniec o gęstych i zmierzwionych, czarnych włosach. Owinięty dla ochrony przed deszczem specjalną narzutą, otrzepał szybko głowę z kropel wody i spojrzał w głąb pomieszczenia, w kierunku ponurego sarkofagu. Jego oczy nagle przepełniły się smutkiem, jakby przypomniał sobie po co naprawdę tam przyszedł. Schylił głowę i powolnym, statecznym krokiem ruszył do przodu. W tym dużym i pustym pomieszczeniu każdy z rozważnych kroków młodzieńca dudnił niemal niczym kanonada z asyryjskich katapult. Dopiero gdy jego obecność zachwiała płomieniem świecy, ukazuje się naszym oczom rząd niemal identycznych rzeźb przedstawiających Lamassu. Młodzieniec ruszył beznamiętnie koło nich, aż nagle zatrzymał się, spoglądając w prawo, prosto w twarz jednej z rzeźb.
-Co z ciebie za strażnik? - wydusił z siebie młodzieniec, po czym ruszył dalej, patrząc już tylko na sarkofag. W końcu, tuż przy nim, uklęknął i schwycił dłonią za róg narzuty, jakby chciał ją odrzucić, jednak zatrzymał się, jakby zastanawiając się nad swoim czynem. Wtedy jakby oczy jednego z Lamassu... obróciły się i spojrzały na chłopaka. On jednak wcale się już tym nie przejmował i w końcu odsunął próg narzuty. W sarkofagu leżała, o dziwo, młoda dziewczyna. Cera jej była biała niczym śniegi północy, a na głowie rodzina zawiązała jej wianek, który miał symbolizować stan w jakim odeszła z tego świata - czysta, nienaruszona. Dalej w dół całe jej ciało pokrywała starannie długa szata, owinięta delikatnie wokół kostek i łydek, dając nam do zrozumienia, że dziewczyna była tak młoda, że nawet nie nabrała jeszcze wystarczająco kobiecych kształtów. Chłopak spoglądał na jej twarz jakby bez emocji, jednak w końcu w kącie oka zjawiła się niewielka łza. Już niedługo młodzieniec wytrzymywał udawanie nieczułości, wybuchł nagle płaczem i zaczął żalić się na wszystko co się da.
-Jak bogowie mogli pozwolić... nie, bogowie nie istnieją. Gdyby istnieli, żaden z nich nie byłby w stanie odebrać jej życia... nawet niebiosa ugięłyby się pod jej urodą... bo nawet żadna z bogiń nieśmiertelnych by jej nie dorównała... - po tych słowach usta jego tak były przepełnione łzami, że już nic nie zdołał z siebie wydusić. Łzy te spadały powoli do sarkofagu, rozmywając starannie położony na twarzy dziewczyny biały makijaż. Jednak w chwili najgłębszej rozpaczy nagle usłyszał za sobą kroki. Nie ludzkie jednak - miał wrażenie, że stąpa za nim... lew. Mając pojęcie jak groźne jest to zwierzę, wstał powoli od sarkofagu i powoli się obracał do tyłu. O dziwo, ujrzał bijące za sobą światło. Wciąż jednak obracał się powoli, by ujrzeć lwią sylwetkę. Gdy gwałtownie odwrócił głowę, nie mógł sprostać szokowi jakiego doznał, gdy ujrzał istotę w pełni. Nie był to lew. Nie był to człowiek. Było to coś więcej.

Przed nim stał dostojny Lamassu, z szeroko rozpostartymi skrzydłami wydostającymi się z lwiego tułowia i dumną ludzką głową, z elegancko zawiniętą, długą brodą, sięgającą niemal kłębu lwa. Z całej tej postaci biło niesłychane światło - choć bardzo jasne, nie raziło ono chłopaka w oczy. W końcu boska istota odezwała się ciepłym, spokojnym, choć budzącym respekt głosem:
-Nie lękaj się, wysłały mnie tu niebiosa.
-Niebiosa to bajka. One nie istnieją. Gdyby... - nie zdołał jednak skończyć, gdy stwór mu przerwał.
-Tak jak ja? - Młodzieniec zamilkł, nie wiedząc co powiedzieć - Mnie też uznawałeś za mit, wytwór chorej wyobraźni swoich przodków. Bo gdybym istniał, przecież zapewne pojawiłbym się nagle z nikąd, wleciał przez okno do pałacu twojej ukochanej i szarżując przez korytarze, skoczyłbym do gardła nielojalnego kucharza, zagryzając go tuż przed tym jak ten miał podać kobiecie feralny posiłek. Tak to sobie wyobrażałeś? - Chłopak jednak dalej milczał, zatrwożony tym co widzi i słyszy. Choć przecierał oczy ze zdziwienia, zaczął sobie zdawać sprawę, że nie śpi, a przed nim stoi najprawdziwszy Lamassu - Jeśli tak, to wiedz że my tak nie działamy. Bogowie mają swoje własne metody działania, tajemnicze, odległe... niezgłębione dla was, śmiertelnych. Dlatego nie widujecie nas na co dzień. Bo nasze życie toczy się własnym rytmem... rytmem, którego żaden z was nigdy nie obejmie swoim ograniczonym umysłem.
-Więc... - próbował coś wykrztusić z siebie młodzieniec, jednak głos jakby grzązł w jego gardle.
-Więc dlaczego ci się objawiłem? Bo mam tu do spełnienia specjalną misję. Związaną z tobą. Powiedz mi, jak cię zwą?
-Mnie... Gerru.
-Właśnie... Gerru... lwiątko. Bo choć pełno w twoim sercu kurażu, kończy się on wraz z pokazaniem się prawdziwego przeciwnika. Jednak sam Marduk, władca niebios, co spoczywa na nieboskłonie, wysoko powyżej zasięgu naszych spojrzeń, zobaczył twoją przyszłość. I zobaczył rzeczy wspaniałe, wzniosłe. Rzeczy, o których nigdy się nawet tobie nie śniło.
-Ale jak... ja...
-Wszystko w swoim czasie.
-Ja bez niej... jestem niczym. Jestem tylko połową człowieka. Ona była dla mnie niczym... uzupełnienie samego mnie. Niczym druga połówka... granatu. Ja bez niej straciłem sens mojego życia. Nie jestem w stanie zrobić już nic.
-Ależ jesteś w stanie. Właśnie dla niej. Bo dla każdego bohatera jest nagroda.
-Jaka nagroda? Ona już umarła. Ciało jej straciło życie, a duch zapuścił się w mroczne krainy Nergala. Od śmierci nie ma już odwrotu...
-Dla bogów nie ma rzeczy niemożliwych.
-Co chcesz przez to powiedzieć?
-Że jeśli dokonasz tego, co Marduk każe, z pomocą Jego światła ona wróci do świata żywych, na zawsze, gdzie będzie siedzieć po twojej prawicy. Dokonasz to, czego nie zdołał dokonać nawet sam Gilgamesz.
-Nieśmiertelność... - wyszeptał pod nosem Gerru. Lamassu przytaknął.
-Dokładnie. Wyzwolenie od śmierci, na wieki - Idea ta tchnęła nadzieję w serce Gerru. Nagle obrócił się na pięcie i spojrzał z wiarą znów na twarz ukochanej. Nagle jednak uświadomił sobie, że bierze na swój kark coś, o czym nie ma pojęcia.
-Ale... co ja mam zrobić? - Zwrócił się znów do boskiego stwora - Co mam zrobić, bym mógł znów ujrzeć ją przy życiu? - Wtedy Lamassu wysunął przed siebie jedną ze swoich lwich łap. Na łapie leżała pieczęć, niczym królewska, z wyrytą nań twarzą lwa.
-Oto boska pieczęć Marduka. Zabierz ją ze sobą w podróż i gdy ktoś będzie cię pytał o imię, przedstaw ją, a każdy król i władca tego świata uklęknie przed tobą z trwogi - Gerru ostrożnie podszedł do stwora, bardzo powolnymi krokami zbliżając się do jego dostojnej postaci. W końcu zebrał w sobie nieco śmiałości i szybkim ruchem schwycił pieczęć, zdjął ją z łapy Lamassu i skrył w garści. Uniósł następnie dłonie ku twarzy i spojrzał na pieczęć.
-Lwiątko? - Zapytał.
-Nie. Labu. Lew. Już nie lwiątko, ale duży lew. Musisz jednak zasłużyć sobie na to imię. Albowiem wiedz, że twojej ukochanej nie zabił tylko zwykły niespełna umysłu kucharz. Dużo mroczniejsze siły za tym stoją.
-Jakie... mroczniejsze?
-Znasz ty historię Pazuzu, króla demonów? Podniósł on rękę na boski porządek, za co został wtrącony do lochów na dziesiątki tysięcy lat. Dziś jednak znalazł sobie znów wyznawców. Ci w dzikim szale poświęcają mu wiele niewinnych dusz. Wiedzieli, jak wielką rolę może odegrać w historii twoja Duqqu i postanowili ją potajemnie zgładzić. Ty musisz wyruszyć na daleką północ, tam gdzie słońce nie dochodzi, i tam tylko znajdziesz odpowiedź na wszelkie pytania. Jak przywrócić życie ukochanej, jak uchronić Babilon przed falą barbarzyńców służących Pazuzu, jak pokonać boga zła i jak osiągnąć wieczność! - Gdy Lamassu to mówił, jego postać zdawała się rozpływać w powietrzu, niknąc z percepcji oczu śmiertelnych.
-Ale... gdzie mam iść? Jak mam dotrzeć na tą północ?
-Idź tam, gdzie ci serce wskaże, a znaki pojawią się same! - Po tych słowach, Lamassu całkiem rozpłynął się w powietrzu, a jedyne co po nim pozostało to odrobina złotego piasku na podłodze pomieszczenia i ponownie martwa niczym kamień rzeźba pod ścianą. Gerru upadł nagle na kolana i wpatrywał się z niedowierzaniem we włożoną w jego ręce pieczęć. Zaczął sobie uświadamiać, że nadeszła pora by on z Gerru stał się w końcu Labu - by lwiątko wyrosło w lwa. Obrócił się więc szybko na pięcie, niemal nie gubiąc lewego sandała, i nachylił się po raz ostatni nad sarkofagiem ukochanej, po czym ucałował ją w czoło.
-Uratuję cię, Duqqu... jeszcze nie wszystko stracone! - Po tych słowach, ruszył szybko do wyjścia, zostawiając za sobą to, kim był wcześniej.

Ciąg dalszy nastąpi.
komentarze (2) | napisz komentarz
nie musisz się rejestrować!
Prace Heraklesa
© Archeos.pl | O serwisie | Kontakt |
Pliki Cookie
Używamy plików Cookie, aby ułatwiać korzystanie z naszego serwisu oraz do celów statystycznych i reklamowych. Jeśli nie blokujesz tych plików, to zgadzasz się na ich użycie oraz zapisanie w pamięci urządzenia. Pamiętaj, że możesz samodzielnie zarządzać cookies, zmieniając ustawienia przeglądarki. Rozumiem