Pełny dostęp do zasobów serwisu
Niezarejestrowni goście mają pełny dostęp do zasobów serwisu. Mogą pisać komentarze, posty na forum, pobierać wszystkie zamieszczone w serwisie pliki i załączniki do wiadomości na forum. Zapraszamy!
Dlaczego tu jest reklama?
autor: Kalontas | napisano 15 marca 2009 o 22:22
czytano 14927 razy | średnia ocen: 5.19

Hyperborea

Grecy często udawali się w podróże na zachód, i czasem na wschód, a czasem nawet na południe, jednak bardzo rzadko ktokolwiek z nich zapuszczał się na daleką północ, dzięki czemu krążyły o tamtych krainach różne dziwne legendy. Niektóre umieszczały tam kraj zwany Kimmerią, a inne twierdziły, że daleko na północy leży kraj wiecznego dnia, zwany Hyperboreą. Mityczny lud, który miał tam mieszkać, miał się cudem uchować z najwspanialszego złotego wieku.

Zacznijmy od etymologii tej nazwy. Przywodzi ona od razu na myśl Boreasza, boga wiatru północnego, i nie bez powodu, bo właśnie od niego się wywodzi. Grecy uważali, że dom Boreasza i jego rodziny znajduje się w szeroko pojętej Tracji. Stamtąd między innymi przylecieli Boreadzi, dwóch skrzydlatych herosów i Argonautów - Kalais i Zetes. Jednak według mitologii greckiej istniały krainy tak daleko na północ, że były one nawet za wiatrem północnym, za Boreaszem - kraina zwana przez to Hyperboreą - dosłownie "za Boreaszem".

Rzadko która postać mityczna odwiedziła tą krainę. Najstarszym z nich był chyba Apollo, który w bliżej nieokreślonych okolicznościach - których szczegóły przepadły w mroku dziejów - znalazł się na dalekiej północy, gdzie ujarzmił Gryfa i zaczął go wykorzystywać jako swojego napowietrznego wierzchowca. Później miał tam trafić Faeton, i to dopiero po swoim zgonie - gdy Zeus spalił go piorunem, jego zwęglone ciało spadło u ujścia Erydanu, gdzie pochowały go jego siostry, Heliady. Ostatnim miał być Herakles, który zaszedł tam raczej przypadkiem, poszukując drogi do ogrodu Hesperyd. Heliady powiedziały mu, że szuka w zupełnie innym miejscu i na tym jego przygoda się skończyła. Niektórzy dorzucają jeszcze, że pomógł on jednookim Arymaspianom w walce z Gryfami o złoto.

Pora więc wyjaśnić idee parę podstawowych faktów geograficzno-demograficznych tej odległej krainy. Gdzieś u podnóży gór trackich miała brać swoje źródło ogromna rzeka Erydan, jeden z najstarszych synów Okeanosa. Następnie płynął on na północ, aż wpadał dopiero do samego Okeanosu, na którym znajdowała się wyspa czasem zaliczana do Hyperborei - Thule, utożsamiana współcześnie z Islandią. Nad brzegami Erydanu żył lud jednookich olbrzymów, nie zaliczanych jednak do Cyklopów - nazywano ich Arymaspianami i uważano, że są w stanie odwiecznej wojny z Gryfami, które kradną im złoto. Pomóc im mieli - jak pisałem wcześniej - albo Apollo, albo Herakles. Jednak najciekawszy lud żył na samej północy.

U ujścia Erydanu podobno nigdy nie zachodziło słońce i wiecznie świeciło światło. Niewiadomo jak to pogodzić z mitami o Heliosie, jednak niektórzy twierdzą, że to jasność Apolla lub osiadłego po obaleniu Uranosa Aethera rozświetlała tą krainę. Gdy cały cywilizowany świat zalał potop, tylko Hyperborea miała pozostać nienaruszona, gdzie uchowali się idealni ludzie złotego wieku - wiecznie szczęśliwi, młodzi i zdrowi, nie znający smutku, śmierci, czy kłopotów. O ile tego ludu nie można przypisać do niczego znanego z historii, o tyle wieczne światło tej krainy ma swoje wyjaśnienie - prawdopodobnie wcześni żeglarze, poprzednicy Pyteasza z Massalii, odwiedzili kraj za kołem podbiegunowym w czasie dnia polarnego - trwającego pół roku. Potwierdzają to inne legendy, według których słońce nie świeciło tam wiecznie, a zaledwie zachodziło i wschodziło raz na rok. Bardziej na północ miało być już tylko Thule - niegdyś siedziba tytana Kojosa, północnego filaru.

Późniejsze opisy, w tym słynnego Pyteasza z Massalii, mówią już o innym ludzie Hyperborejczyków, przypominającym nam to jak się wyobraża Celtów. Miał być to wprawdzie wciąż lud wiecznie młody, jednak robił to dzięki opanowanej do mistrzostwa magii - co przywodzi na myśl druidów. Magii, którą brali od swojej pra-matki, Hekate, i pra-ojca, Heliosa. Rządzić nimi miało trzech nieśmiertelnych królów, synów Boreasza, a co roku urządzano ku czci ich naczelnych bogów igrzyska, którym akompaniowały śpiewy łabędzi. Na południe jednak miał dotrzeć tylko jeden Hyperborejczyk - niejaki Abaris, który przyleciał na świętej strzale Apolla i czynił cuda, między innymi uzdrawiając ludzi.

Przy okazji warto wspomnieć o okolicznych krainach, które czasem włączano do Hyperborei, a są zbyt małe by zarobić na własny artykuł. Hyperboreę od świata śmiertelnych miały oddzielać nieprzebywalne dla normalnych ludzi góry Ripajon, na których szczytach miała się znajdować forteca Boreasza. Tuż na południe od tych gór leżała kraina stanowiąca pierwsze wyzwanie dla tych próbujących dostać się na północ - Pteroforos, kraina wiecznej zimy, przez cały rok sponiewierana przez zimne wiatry północne.

Poeci niejednokrotnie marzyli o osiągnięciu tej niedostępnej i mitycznej krainy, gdzie oni - lub ich dusze - mogliby wieść życie wieczne w nieustającej radości i spokoju. Jednocześnie historycy pokroju Herodota ostrzegali przed takimi wyprawami. Nie tylko z powodu licznych niebezpieczeństw czyhających po drodze, ale także aby nie zakłócać spokoju Hyperborejczyków swarami naszego kłótliwego świata epoki żelaza.
komentarze (0) | napisz komentarz
nie musisz się rejestrować!
Odyseja
© Archeos.pl | O serwisie | Kontakt |
Pliki Cookie
Używamy plików Cookie, aby ułatwiać korzystanie z naszego serwisu oraz do celów statystycznych i reklamowych. Jeśli nie blokujesz tych plików, to zgadzasz się na ich użycie oraz zapisanie w pamięci urządzenia. Pamiętaj, że możesz samodzielnie zarządzać cookies, zmieniając ustawienia przeglądarki. Rozumiem