Pełny dostęp do zasobów serwisu
Niezarejestrowni goście mają pełny dostęp do zasobów serwisu. Mogą pisać komentarze, posty na forum, pobierać wszystkie zamieszczone w serwisie pliki i załączniki do wiadomości na forum. Zapraszamy!
Dlaczego tu jest reklama?
autor: Kalontas | napisano 17 maja 2009 o 20:58
czytano 12283 razy | średnia ocen: 5.32

Mictlantecuhtli

Plejada wszelkiej maści władców podziemia jest zawsze bardzo ciekawa. Istoty, którym przypisywano władanie tą tajemniczą i - zazwyczaj - mroczną krainą często przedstawiały najgorsze strachy i obawy ludzi, którzy ich wyznawali. Byli to więc albo kobiety o połowie twarzy jak mumia, albo wręcz żywa mumia boga, czasem całkiem zwyczajny facet (tylko trochę ponury) a czasem... istota, która dla współczesnego odbiorcy wygląda jak wcielenie koszmaru. Ten ostatni opis dotyczy właśnie Mictlantecuhtliego, władcy azteckiego podziemia, boga śmierci i władcy umarłych. Jego fizyczny opis mógłby każdemu przeciętnemu dziecku zesłać koszmary na miesiące, choć dla samych Azteków wygląd ten kojarzył się z... płodnością.

Aztekowie nie wyjaśniali skąd Mictlantecuhtli wziął się na świecie i czy miał jakichś rodziców - bo trudno mówić o narodzinach boga umarłych. Najbardziej prawdopodobna wersja mówi, że zrodził się z samej nocy w wyniku odrodzenia się nowego cyklu świata i zrujnowania poprzedniego. Gdy wówczas nowy świat został stworzony z resztek ciał pra-potwora, Quetzalcoatl i Tetzcatlipoca zaczęli wyznaczać bogów do rządzenia częściami tego świata. Dostrzegłszy koszmarnego Mictlantecuhtliego, uznali - nie bez racji - że będzie on świetnym władcą podziemi. Jemu ta rola bardzo się spodobała, aż do tego stopnia, że w przyszłości stanął na drodze samemu Quetzalcoatlowi.
Ceramiczny posąg Mictlantecuhtliego z zespołu Templo Mayor

Wygląd jego najlepiej skrócić można jednym słowem - "horror". Przynajmniej dla współczesnego odbiorcy. Idąc powoli od góry w dół, jego głowa wyglądała jak ludzka czaszka, z osadzonymi w oczodołach wciąż sprawnymi oczami, resztkami martwych włosów i żył, płynących po nagiej czaszce. Reszta jego ciała była równie szkieletowa, włączając w to widoczne żebra i wystające pod nimi narządy wewnętrzne. Na szyi nosił naszyjnik idealnie odpowiadający jego wyglądowi, a mianowicie złożony z ludzkich gałek ocznych. Ręce zawsze miał uniesione do góry w agresywnym geście, oznaczającym gotowość do rozdarcia na strzępy każdego umarłego, który by się ośmielił do niego podejść. Usta także miał zawsze otwarte - aby połknąć gwiazdy, które dniem schodziły do jego królestwa (nie trudno zgadnąć którędy gwiazdy wracały na niebo).

Żonę zdobył w dość niecodzienny sposób. Gdy w dniu jego święta narodziło się dziecko, a mianowicie dziewczynka, Mictlantecuhtli uznał, że będzie ona w przyszłości jego żoną (bądź miał taką wizję) i zażądał by złożyć to dziecko mu w ofierze. Rodzice nie zaprotestowali ani słowem i posłusznie wykonali polecenie boga. Gdy duch dziecka powędrował do jego królestwa, on zaczarował ją i zmienił w potwora podobnego do siebie. W ten sposób powstała królowa umarłych, Mictecacihuatl, chyba jedyna istota, która mogła na niego spojrzeć. Razem mieszkali w pałacu bez okien w północnym skraju podziemia, zwanego z języka nahuatl nazwą "Mictlan".

Wcześniej jednak, nim śmiertelnicy powstali na świecie, bogowie którzy wówczas rządzili postanowili stworzyć sobie sługów, którzy będą ich karmić na bieżąco ludzką krwią. W tym celu potrzebowali jednak kości bogów poprzedniego świata i z misją tą wysłali Quetzalcoatla i jego bliźniaka Xolotla. Po długiej i niebezpiecznej wyprawie dwaj bogowie dotarli do Mictlanu, gdzie te kości spoczywały, jednak Mictlantecuhtli nie był zbyt skory do dawania im tych artefaktów. Stanął im na drodze i próbował ich zatrzymać kostną maczugą, jednak Quetzalcoatl go przechytrzył i zdołał zabrać kości. W ostatnim wysiłku, Mictlantecuhtli rzucił w niego kością i przewrócił go, przez co kości połamały się na drobne kawałki. Po powrocie do reszty bogów, Quetzalcoatl nie wiedział co zrobić, ale bogowie postanowili że wykonają śmiertelników z tych drobnych, niedoskonałych, połamanych kości.

Gdy Europejczycy przybyli do Ameryki, istota o tak horrendalnym wyglądzie, rzecz jasna, się im nie spodobała. Uznali, że ten z azteckich "demonów" (czytaj: bogów) musiał być najważniejszy i najgorszy i stwierdzono, że to inna twarz Lucyfera, w dodatku mieszając go ze związanym z rytuałami płodności stworem zwanym tzitzimitl. Na polecenie Hiszpanów, darów pogrzebowych dla Mictlantecuhtliego i jego świąt natychmiast zaniechano, choć w pewnej formie przetrwały do dziś. Wciąż przecież w Meksyku w Dzień Zmarłych obchodzi się święta przerażająco przypominające dawne rytuały tego boga.
komentarze (2) | napisz komentarz
nie musisz się rejestrować!
Odyseja
© Archeos.pl | O serwisie | Kontakt |
Pliki Cookie
Używamy plików Cookie, aby ułatwiać korzystanie z naszego serwisu oraz do celów statystycznych i reklamowych. Jeśli nie blokujesz tych plików, to zgadzasz się na ich użycie oraz zapisanie w pamięci urządzenia. Pamiętaj, że możesz samodzielnie zarządzać cookies, zmieniając ustawienia przeglądarki. Rozumiem