Pełny dostęp do zasobów serwisu
Niezarejestrowni goście mają pełny dostęp do zasobów serwisu. Mogą pisać komentarze, posty na forum, pobierać wszystkie zamieszczone w serwisie pliki i załączniki do wiadomości na forum. Zapraszamy!
Dlaczego tu jest reklama?

Wyślij odpowiedź

Nazwa:
Email:
Temat:
Ikona wiadomości:

Weryfikacja:
Usuń wszystkie znaki z tego pola:

Wpisz litery widoczne na obrazku
Posłuchaj liter / Prośba o inny obrazek

Wpisz litery widoczne na obrazku:
Napisz literami ile to jest cztery odjac trzy (napisz malymi literami bez polskich znakow):
Napisz literami ile to jest dwanascie odjac dziesiec (napisz malymi literami bez polskich znakow):
Napisz literami ile to jest szesc odjac dwa (napisz malymi literami):

Skróty: naciśnij alt+s aby wysłać wiadomość, alt+p aby ją podejrzeć


Podgląd wątku

Wysłany przez: Jonasz
« dnia: 27.02.2013, 19:17:54 »

Miał Apollo jedną słabość. Nie znosił, gdy ktoś krytycznie wypowiadał się na temat jego umiejętności, szczególnie jeśli chodziło o grę na cytrze. Był bowiem, w swoim mniemaniu, doskonały. Przekonał się o tym Marsjasz, młody pasterz i jednocześnie mistrz gry na flecie. Któregoś dnia, siedząc w gronie przyjaciół i popijając dobre wino, rozgadał się Marsjasz o swoim talencie muzycznym. Niejako w żartach, rzucił uwagę "jestem w tym lepszy nawet od samego syna Latony". Towarzysze biesiady spojrzeli na siebie ze strachem. Wiedzieli, że lepiej nie wywoływać nieszczęścia, niepotrzebnie prowokując któregokolwiek z bogów. Nic się jednak nie stało i zakrapiana zabawa wkrótce dobiegła końca, a jej uczestnicy rozeszli się do domów.
Następnego ranka Marsjasz wyszedł razem ze swoim stadem na obfite w soczystą trawę stoki góry Nyza. Rozkoszował się jasnym słońcem które mimo wczesnej pory mocno przygrzewało. Nagle zorientował się, że nie stoi na łące sam. Obok niego, niczym spod ziemi, wyrósł piękny młodzieniec, dzierżący w ręku cytrę. Tajemniczy przybysz chwilę wpatrywał się badawczo w Marsjasza, potem przemówił:
-Tyś jest Marsjasz, który uważa się za najbieglejszego w sztuce gry na flecie?
Marsjasz przytaknął w milczeniu, przypomniał sobie bowiem wczorajsze słowa, wypowiedziane pod wpływem alkoholu, i zorientował się, że ma do czynienia z samym synem bogini Latony. Zadrżał ze strachu, gdy bóg zaproponował mu zawody muzyczne, ale po chwili wróciła mu pewność siebie i przyjął wyzwanie.
-Jest jeszcze jeden warunek, a właściwie dwa - rzekł Apollo. - Ja zagram na swej cytrze, ty na twoim flecie. Sędziami naszych zmagań będą pasterze i pasterki, których zaraz zawołamy. A teraz kwestia ostatnia. Ten, kto zostanie uznany za zwycięzcę, będzie mógł zrobić z pokonanym to, co uzna za stosowne. Zgadzasz się, czy strach cię obleciał?
Marsjasz po raz drugi skinął głową, akceptując warunki rywalizacji. I stało się tak, jak chciał Apollo. Z pobliskich pastwisk i łąk zostali wezwani chłopcy i dziewczęta, strzegący swoich stad. Zasiedli pod wielkim drzewem i wsparli głowy na dłoniach. Zaczęli słuchać obu muzyków. Pierwszy zagrał Marsjasz. Wydobywał ze swojego instrumentu cudowne dźwięki, w których było łkanie porzuconych i śmiech szczęśliwych, szept miłosnej przysięgi i tryumfalny okrzyk myśliwego wracającego z upolowaną zwierzyną. Słuchający gry     :D    Marsjasz   :D    usłyszeli w muzyce fletu szmer strumyka, powiew wiatru, głosy leśnych bestii oraz śpiew ptaków. To było prawdziwe misterium. Gdy Marsjasz skończył, wszyscy siedzieli nieruchomo, rozpamiętując ostatnie brzmienie usłyszanej melodii.
Wtedy przed sędziów i gapiów wystąpił Apollo ze swą cytrą. Zagrał i jednocześnie zaśpiewał. Jego muzyka i jego pieśń dotarły w głąb duszy każdego, kto siedział w pobliżu. Marsjasz wzruszył się i zadziwiał, Apollo wręcz rządził uczuciami słuchaczy. Pieśń, którą wykonał, była czystą doskonałością. Nie można w niej było zmienić ani jednej nutki, ani jednego dźwięku. Wszystko było idealne, wzorcowe, absolutne. Nikt nie miał najmniejszych wątpliwości co do werdyktu jurorów. Przyznali on zwycięstwo synowi Latony. Zgodnie z umową, Apollo mógł teraz zrobić z Marsjaszem wszystko, co mu przyjdzie do głowy.
Zebrani na łące byli przekonani, że hardego młodzieńca spotka jakaś symboliczna kara. Jakież było ich zdumienie, a potem wręcz przerażenie, gdy Apollo schwycił Marsjasza za ręce, związał je, a następnie sznur przerzucił przez gruby konar drzewa, pod którym odbywał się muzyczny pojedynek. Ciało Marsjasza zostało podciągnięte do góry, tak, że stopy znalazły się nieco nad ziemią. Zawieszonego w ten sposób flecistę, Apollo zaczął... żywcem obdzierać ze skóry Niewyobrażalne były cierpienia Marsjasza, straszliwy był jego krzyk, a właściwie wrzask oszalałego z bólu człowieka. Apollo był niewzruszony. Swą okrutną pracę doprowadził do końca, czyli do momentu, w którym zdarł ostatnie pasmo skóry z nogi wiszącego człowieka. Marsjasz umarł cierpiąc męki, jakich nikt nie jest w stanie sobie wyobrazić. W ten sposób Apollo ukarał rywala i konkurenta do miana najlepszego muzyka.

Autor: Wojciech Rzechak





Sorry za błąd :D
Wysłany przez: Jonasz
« dnia: 27.02.2013, 19:16:21 »

Miał Apollo jedną słabość. Nie znosił, gdy ktoś krytycznie wypowiadał się na temat jego umiejętności, szczególnie jeśli chodziło o grę na cytrze. Był bowiem, w swoim mniemaniu, doskonały. Przekonał się o tym Marsjasz, młody pasterz i jednocześnie mistrz gry na flecie. Któregoś dnia, siedząc w gronie przyjaciół i popijając dobre wino, rozgadał się Marsjasz o swoim talencie muzycznym. Niejako w żartach, rzucił uwagę "jestem w tym lepszy nawet od samego syna Latony". Towarzysze biesiady spojrzeli na siebie ze strachem. Wiedzieli, że lepiej nie wywoływać nieszczęścia, niepotrzebnie prowokując któregokolwiek z bogów. Nic się jednak nie stało i zakrapiana zabawa wkrótce dobiegła końca, a jej uczestnicy rozeszli się do domów.
Następnego ranka Marsjasz wyszedł razem ze swoim stadem na obfite w soczystą trawę stoki góry Nyza. Rozkoszował się jasnym słońcem które mimo wczesnej pory mocno przygrzewało. Nagle zorientował się, że nie stoi na łące sam. Obok niego, niczym spod ziemi, wyrósł piękny młodzieniec, dzierżący w ręku cytrę. Tajemniczy przybysz chwilę wpatrywał się badawczo w Marsjasza, potem przemówił:
-Tyś jest Marsjasz, który uważa się za najbieglejszego w sztuce gry na flecie?
Marsjasz przytaknął w milczeniu, przypomniał sobie bowiem wczorajsze słowa, wypowiedziane pod wpływem alkoholu, i zorientował się, że ma do czynienia z samym synem bogini Latony. Zadrżał ze strachu, gdy bóg zaproponował mu zawody muzyczne, ale po chwili wróciła mu pewność siebie i przyjął wyzwanie.
-Jest jeszcze jeden warunek, a właściwie dwa - rzekł Apollo. - Ja zagram na swej cytrze, ty na twoim flecie. Sędziami naszych zmagań będą pasterze i pasterki, których zaraz zawołamy. A teraz kwestia ostatnia. Ten, kto zostanie uznany za zwycięzcę, będzie mógł zrobić z pokonanym to, co uzna za stosowne. Zgadzasz się, czy strach cię obleciał?
Marsjasz po raz drugi skinął głową, akceptując warunki rywalizacji. I stało się tak, jak chciał Apollo. Z pobliskich pastwisk i łąk zostali wezwani chłopcy i dziewczęta, strzegący swoich stad. Zasiedli pod wielkim drzewem i wsparli głowy na dłoniach. Zaczęli słuchać obu muzyków. Pierwszy zagrał Marsjasz. Wydobywał ze swojego instrumentu cudowne dźwięki, w których było łkanie porzuconych i śmiech szczęśliwych, szept miłosnej przysięgi i tryumfalny okrzyk myśliwego wracającego z upolowaną zwierzyną. Słuchający gry-- Marsjasz-- usłyszeli w muzyce fletu szmer strumyka, powiew wiatru, głosy leśnych bestii oraz śpiew ptaków. To było prawdziwe misterium. Gdy Marsjasz skończył, wszyscy siedzieli nieruchomo, rozpamiętując ostatnie brzmienie usłyszanej melodii.
Wtedy przed sędziów i gapiów wystąpił Apollo ze swą cytrą. Zagrał i jednocześnie zaśpiewał. Jego muzyka i jego pieśń dotarły w głąb duszy każdego, kto siedział w pobliżu. Marsjasz wzruszył się i zadziwiał, Apollo wręcz rządził uczuciami słuchaczy. Pieśń, którą wykonał, była czystą doskonałością. Nie można w niej było zmienić ani jednej nutki, ani jednego dźwięku. Wszystko było idealne, wzorcowe, absolutne. Nikt nie miał najmniejszych wątpliwości co do werdyktu jurorów. Przyznali on zwycięstwo synowi Latony. Zgodnie z umową, Apollo mógł teraz zrobić z Marsjaszem wszystko, co mu przyjdzie do głowy.
Zebrani na łące byli przekonani, że hardego młodzieńca spotka jakaś symboliczna kara. Jakież było ich zdumienie, a potem wręcz przerażenie, gdy Apollo schwycił Marsjasza za ręce, związał je, a następnie sznur przerzucił przez gruby konar drzewa, pod którym odbywał się muzyczny pojedynek. Ciało Marsjasza zostało podciągnięte do góry, tak, że stopy znalazły się nieco nad ziemią. Zawieszonego w ten sposób flecistę, Apollo zaczął... żywcem obdzierać ze skóry Niewyobrażalne były cierpienia Marsjasza, straszliwy był jego krzyk, a właściwie wrzask oszalałego z bólu człowieka. Apollo był niewzruszony. Swą okrutną pracę doprowadził do końca, czyli do momentu, w którym zdarł ostatnie pasmo skóry z nogi wiszącego człowieka. Marsjasz umarł cierpiąc męki, jakich nikt nie jest w stanie sobie wyobrazić. W ten sposób Apollo ukarał rywala i konkurenta do miana najlepszego muzyka.

Autor: Wojciech Rzechak



A nie Marsjasza przypadkiem???? :D
Wysłany przez: Ikirhi'Aheria
« dnia: 26.02.2013, 21:03:49 »

Z tego miejsca chciałabym podziękować autorowi tekstu, który uratował mnie z przepaści ciekawości o tym micie. :)
Niezwykle przydatny był w ramach interpretacji i analizy wiersza Zbigniewa Herberta o tym właśnie tytule.
Pozdrawiam serdecznie
Ikirhi'Aheria :)
Wysłany przez: Pitagoras23
« dnia: 08.07.2008, 11:47:33 »

Czy Ty zawsze tak pilnie, jak Cerber, stoisz na straży prawa?  ;D
Wysłany przez: ziemek8
« dnia: 07.07.2008, 23:09:21 »

Co Ty Petros mówisz?! Jakie obejście? Tu wszystko jest czysto i pięknie. ;)
Wysłany przez: Pitagoras23
« dnia: 07.07.2008, 22:15:20 »

Skoro takie klauzule były, to wszystko jest jasne.
Wysłany przez: Petros
« dnia: 07.07.2008, 22:13:51 »

No i wszystko sobie wyjaśniliśmy w kwestii praw autorskich i ich dysponowaniu. Dobrze, że w tym wypadku prawo można łatwo obejść :).
Wysłany przez: Kalontas
« dnia: 07.07.2008, 22:11:48 »

Oddając artykuły na Mythiquiz, dali mi prawo do dysponowania nimi. Kiedy Olimp przejmie schedę po Mythiquizie (który zostanie zredukowany do kartki z napisem o Olimpie), ja skorzystam z mojego prawa i te artykuły przeniosę.
Wysłany przez: Pitagoras23
« dnia: 07.07.2008, 22:07:17 »

I po problemie. A co będzie, jeśli dawni autorzy artykułów sobie o nich przypomną?  :)
Wysłany przez: ziemek8
« dnia: 07.07.2008, 22:05:24 »

Jeżeli tak to nie ma problemu. :)
Wysłany przez: Kalontas
« dnia: 07.07.2008, 22:03:12 »

Myślę, że po powstaniu oficjalnym Antiqusa, przekaże serwisowi prawa do wszystkich artykułów należących niegdyś do Mythiquizu, jako jego właściciel. To powinno rozwiązać problem z tymi artykułami.
Wysłany przez: Pitagoras23
« dnia: 07.07.2008, 22:01:41 »

A chyba, że tak, ale ja tam wolę uważać, bo wiem, co mam ze swoimi niektórymi artami.
Wysłany przez: Petros
« dnia: 07.07.2008, 22:00:37 »

Ale ziemek8 się znów przyczepi, że łamiesz jego prawa, jeżeli zamieszczone przez niego artykuły, były napisane przez niego.
Pewnie tak, ale będzie się mylił, bo jak ktoś tego nie zabronił to nie powinien się niczego czepiać. Prawa po zamieszczeniu przeszły na mythiquiz poza tym.
Wysłany przez: Pitagoras23
« dnia: 07.07.2008, 21:56:24 »

Ale ziemek8 się znów przyczepi, że łamiesz jego prawa, jeżeli zamieszczone przez niego artykuły, były napisane przez niego.
Wysłany przez: Petros
« dnia: 07.07.2008, 21:55:06 »

Moim zdaniem jego artykuły powinny być opublikowane bez jego zgody, bo umieszczając je na mythiquizie sprawił, że stały się własnością byłego forum.
Wysłany przez: Pitagoras23
« dnia: 07.07.2008, 21:50:55 »

A no popatrz, to jest tak, jak z większością osób (nowych użytkowników) rejestrują się na forum, przez jakiś krótki czas wchodzą, a potem o nim zapominają.
Wysłany przez: Kalontas
« dnia: 07.07.2008, 21:49:48 »

GłogowskiOdys? Zgłosił się jeszcze do "Starcia Tytanów", ale i tak nie bierze udziału.
Wysłany przez: Pitagoras23
« dnia: 07.07.2008, 21:48:12 »

On jak pamiętam pojawił się ostatnio przy pierwszej edycji mojego konkursu, bo się pytał, o co w nim chodzi. Od tego czasu, nic nie wiadomo, co się z nim dzieje.
A co do jego tekstów. Można ewentualnie je uzupełnić i dodać na nowo.
Wysłany przez: Petros
« dnia: 07.07.2008, 17:26:58 »

Nie, nie było. Ma ktoś z nim jeszcze kontakt, bo duże jego artykułów jest niestety w koszu :(?
Wysłany przez: ziemek8
« dnia: 07.07.2008, 15:54:58 »

Ale jest to skopiowane z książki, tak? Żadnego udziału w tym tekście GłogowskiegoOdysa nie było?
Pliki Cookie
Używamy plików Cookie, aby ułatwiać korzystanie z naszego serwisu oraz do celów statystycznych i reklamowych. Jeśli nie blokujesz tych plików, to zgadzasz się na ich użycie oraz zapisanie w pamięci urządzenia. Pamiętaj, że możesz samodzielnie zarządzać cookies, zmieniając ustawienia przeglądarki. Rozumiem