Pełny dostęp do zasobów serwisu
Niezarejestrowni goście mają pełny dostęp do zasobów serwisu. Mogą pisać komentarze, posty na forum, pobierać wszystkie zamieszczone w serwisie pliki i załączniki do wiadomości na forum. Zapraszamy!
Dlaczego tu jest reklama?

Wyślij odpowiedź

Nazwa:
Email:
Temat:
Ikona wiadomości:

Weryfikacja:
Wpisz litery widoczne na obrazku
Posłuchaj liter / Prośba o inny obrazek

Wpisz litery widoczne na obrazku:
Napisz literami ile to jest trzy dodac szesc(napisz malymi literami bez polskich znakow):
Napisz literami ile to jest dwanascie odjac dziesiec (napisz malymi literami bez polskich znakow):
Jakie miasto jest stolica polski (napisz malymi literami bez polskich znakow):

Skróty: naciśnij alt+s aby wysłać wiadomość, alt+p aby ją podejrzeć


Podgląd wątku

Wysłany przez: Kalontas
« dnia: 30.11.2008, 14:39:50 »

Ten mit miał być tak przeciętny, niezbyt "epicki"... i wyszło aż nazbyt przeciętnie.
Tak, Zagreus specjalnie mu dał ten dar.
Wysłany przez: Pitagoras23
« dnia: 30.11.2008, 10:41:30 »

Powiem, że może być, ale mogło być lepiej. To chyba dlatego, że tak szybko napisane.
Historia ciekawa, ale troszeczkę tempa można by jej nadać.
Wysłany przez: ziemek8
« dnia: 30.11.2008, 09:52:11 »

Zgadzam się z przedmówcami. Stać Cię na więcej. :D
Zagreus specjalnie dał mu tę moc piorunowania z placów?
Wysłany przez: Drizzt
« dnia: 30.11.2008, 00:04:38 »

Tego brakowało... musiałeś mu mówić, że może walić piorunem z palca? Nawet Ares mnie nie pomoże. :D
A co do tekstu... taki średniawy. Masz większe możliwości. ;]
Wysłany przez: KajSztof
« dnia: 30.11.2008, 00:01:55 »

Ej! To ja byłem zakonnikiem z Koryntu! :D Ale służyłem jego żonie. :P

Tak na poważnie, to bardzo fajne, ciekawe, ale w porównaniu z "Upadkiem Zeusa" bez rewelacji. ;)
Wysłany przez: Kalontas
« dnia: 29.11.2008, 23:34:56 »

Jakieś 200 lat po tym, jak Zagreus został władcą świata, żył sobie w Koryncie niepozorny człowieczek zwany Agathoklesem. Choć jego imię znaczyło tyle, co "chwała dobra", nie był on zbyt dobrym człowiekiem. Miłował się w hucznych zabawach, których mógł zaznawać bez końca, tak jak i w pięknych kobietach, którym serca łamał raz po raz. Problem wielki z nim polegał na tym, że w tym balowaniu nie znał żadnej świętości. Czy było to święto pomniejszych bożków, czy było to nawet święto samego Zagreusa, nic go nie pohamowało przed urządzeniem kolejnej balangi. Kiedyś jednak musiał przyjść dzień, że swoim postępowaniem wzbudził gniew bogów.

Agathokles udał się do karczmy w wieczór kiedy Korynt zaczynał właśnie największe święto na cześć Zagreusa "Zbawcy". Do miasta sprowadzono specjalnie na ofiarę dla boga dwa spore woły i kilka beczek najlepszego, kalidońskiego wina. Wszystko miało zostać złożone w ofierze władcy Niebios. Jednak Agathokles tego dnia urządzał w swojej posesji kolejną huczną balangę i już wszystko świetnie szło jemu i jego bezbożnym przyjaciołom, gdy nagle zauważył, że gościom zaczyna brakować mięsa na strawę i wina na popitkę. Mocno się zakłopotał, ale przypomniało mu się, że widział procesję z ofiarami dla Zagreusa, które miały być nazajutrz złożone w ofierze. A cóż się stanie - pomyślał - Któż tych bogów naprawdę widział od setek lat, z wyjątkiem wariatów i pijaków? Nic mi nie zrobią, jak trochę jadła i napitku sobie pożyczę! Pewny siebie i swojej bezkarności, wydał słudze rozkaz uprowadzenia wołów i wina ze świątyni Zagreusa. Choć słudze się to nie podobało - jak pan każe, sługa musi. Pachołek zrobił więc, jak mu nakazano.

Gdy następnego ranka ofiara nie napłynęła ze świątyni, Zagreus się zainteresował, dlaczego tak się stało. Dopytał Hermesa, co spowalnia przybycie ofiar i dowiedział się od niego, że wszystko ukradł niejaki Agathokles z Koryntu. Ta wieść okropnie oburzyła Zagreusa i już chciał go spalić na wiór, ale postanowił nie zachowywać się jak jego ojciec. Gdy tylko złodziej wyszedł ze swojego domu, trafił go z jasnego nieba specjalny piorun, który go nie zabił, ale pozbawił go czasowo zmysłów. Opętany Agathokles opuścił miasto i chwiejnym krokiem poszedł w kierunku Arkadii. Nikt go po drodze nie zatrzymał, gdyż wszyscy myśleli, że znów się upił.

Agathokles szedł tak bez wytchnienia całe kilometry, aż dotarł do serca Arkadii, gdzie zatrzymał się przed cudownym źródłem, z którego płynęła uzdrawiająca woda. Padł na kolana ze zmęczenia i postanowił przemyć swoją twarz tą niepozorną wodą. Gdy tylko nieco swoją twarz przemył, ujrzał w lustrze wody odbicie nie swoje, a samego Zagreusa. Patrzył się on mu złowrogo prosto w oczy i wymachiwał palcem, grożąc mu konsekwencjami. Ta wizja, w połączeniu z uzdrawiającą mocą wody ze źródła, przemówiła do rozsądku Agathoklesa, który wypędził z lasu z okrzykiem "Eureko!" - "Odkryłem!"

Gdy tylko dotarł do domu, ujrzał swoich biesiadników, którzy znów zaczęli szukać wina. Natychmiast z krzykiem ich rozpędził, błagając by się nawrócili i zaczęli oddawać cześć bogom. Ci uznali go za szaleńca i poprzysięgli, że już nigdy do niego nie wrócą na biesiadę. I to mu pasowało - przebudował swój dom na istne koszary i ogłosił, że dostał specjalne błogosławieństwo od Zagreusa - gdy tylko zamaczał palce w odrobinie świętej wody ze źródła, potrafił miotać z palca lekkimi piorunami. Dzięki temu wielu młodych ludzi przyłączyło się do niego, a nawrócony Agathokles nazwał siebie i swoich popleczników "Zakonem Zagreidów" - "Synów Zagreusa". I tak z największego hulaki w Grecji stal się przywódcą najbardziej gorliwego zakonu obrońców boskiej czci. Po latach, Korynt i inne miasta zaczęli wynajmować "Zagreidów" jako najlepszą elitę wojsk - w końcu nie każdy wojownik potrafi miotać piorunem z palca, prawda? ;)
Pliki Cookie
Używamy plików Cookie, aby ułatwiać korzystanie z naszego serwisu oraz do celów statystycznych i reklamowych. Jeśli nie blokujesz tych plików, to zgadzasz się na ich użycie oraz zapisanie w pamięci urządzenia. Pamiętaj, że możesz samodzielnie zarządzać cookies, zmieniając ustawienia przeglądarki. Rozumiem