Pełny dostęp do zasobów serwisu
Niezarejestrowni goście mają pełny dostęp do zasobów serwisu. Mogą pisać komentarze, posty na forum, pobierać wszystkie zamieszczone w serwisie pliki i załączniki do wiadomości na forum. Zapraszamy!

Pokaż wiadomości

Ta sekcja pozwala Ci zobaczyć wszystkie wiadomości wysłane przez tego użytkownika. Zwróć uwagę, że możesz widzieć tylko wiadomości wysłane w działach do których masz aktualnie dostęp.


Wiadomości - Kalontas

Strony: [1] 2 3 ... 134
1
Biografie / Odp: Decebal
« dnia: 06.08.2011, 18:03:36 »
Tak podawały moje źródła internetowe, których lokalizacji nie pamiętam, ale do których dostałem się przez Wikipedię. Może było więcej Burebistów.

2
Felietony / Odp: Za starych, dobrych czasów...
« dnia: 13.07.2011, 20:49:50 »
Nie znam się specjalnie ani na złożach minerałów gdziekolwiek (a zwłaszcza pod dnem oceanu), ani na biologii pszczół, ale wiem, że ludzie zawsze złorzeczyli o rzekomych kataklizmach, do których miało dojść, i wierzę dzięki temu w to, że nigdy do tych kataklizmów nie dochodzi.

Pod koniec XIX wieku londyńskie gazety głosiły, że przed 1920 Londyn będzie cały leżał w końskich odchodach, tyle powozów konnych jeździło po mieście. Leży? Nie leży, bo ludzie wynaleźli samochody.
Potem ludzie zaczęli bać się, że spaliny zatrują nam całą atmosferę przed 2000 rokiem. Zatruły? Jak widać nie, bo w międzyczasie zdołaliśmy wynaleźć nowe technologie, które ograniczyły emisję gazów, choć z tym jeszcze walczymy.

Resumując, zawsze znajdzie się coś, co zapobiegnie przepowiadanym przez czarnowidzów katastrofom. Coś. Nie wiem co, nie znam się na wszystkim, ale zawsze coś jest. Będzie lepiej. Życie zawsze znajduje metodę na przetrwanie i ucieczkę od kłopotu.

3
Felietony / Odp: Za starych, dobrych czasów...
« dnia: 04.07.2011, 18:38:13 »
A tego zdania już nie rozumiem: jak można zajmować się tylko i wyłącznie teraźniejszością? Teraźniejszość praktycznie nie istnieje, jest tylko punktem orientacji - jak mech, który rośnie na drzewie tylko od północy i mówi nam w ten sposób o kierunku.
Dosłownie nie rozumiem, jak to możliwe. Jeśli ktoś zajmuje się swoimi teraźniejszymi sprawami, to albo naprawia błędy przeszłości (lub zbiera nagrody za dawne sukcesy) albo pracuje na przyszły sukces (lub marnuje czas i pieniądze).

4
Felietony / Odp: Za starych, dobrych czasów...
« dnia: 01.07.2011, 19:36:46 »
Z tym, że nostalgia jest kompletnie niekonstruktywna, i jeśli ktoś się nią będzie kierował jako główną siłą, stanie się twardogłowym konserwatystą, który nigdy nie pomoże cywilizacji, tylko będzie wracał na siłę wstecz do czasów, które faktycznie gorsze były. Przykładów na to mamy w mediach aż zanadto.

5
Felietony / Odp: Za starych, dobrych czasów...
« dnia: 01.07.2011, 14:15:24 »
Wiem o nostalgii, i właśnie o niej piszę: że to ułuda, mydląca ludziom oczy. Trzeba patrzeć naprzód, bo progresywnie jest lepiej niż było.

6
Felietony / Za starych, dobrych czasów...
« dnia: 30.06.2011, 22:02:44 »
Życie jest teraz do niczego. Kiedyś to było dobrze! W telewizji ciekawsze programy puszczali i człowiek nie marnował przez to pół dnia na durnowatych forach w poszukiwaniu rozrywki. A jak wyszedł z domu i spotkał człowieka na zewnątrz, to częściej spotkał kogoś miłego, z kim dało się porozmawiać - a nie jak teraz, same pijusy i stare dewoty. Nawet w tym całym internecie to lepiej było. Mniej trollowania i mniej ironii, materiały były bardziej do rzeczy. Nawet jedzenie było tańsze kiedyś! W ogóle, ten świat się stacza. Coraz bardziej, stacza się w otchłaaaaaaa....

Fsgdgfgsgshhfh.
Przepraszam, musiałem się otrząsnąć. Nie wiem, czego się nachlałem, że napisałem ten akapit powyżej. Bo wiecie co? Wcale nie było kiedyś lepiej. Im bardziej sięgam wstecz pamięcią, tym gorzej było. O ile mógłbym powiedzieć, że w moim osobistym życiu wciąż nie jest pięknie i różowo, było gorzej. I wiecie co? Historycznie, w życiu ludzi, też było gorzej i sytuacja polepsza się z czasem. A jeśli ktoś ci mówi, że było lepiej, to znaczy że patrzy wstecz przez różowe okulary nostalgii.

Pójdźmy powoli wstecz i zobaczmy, czy naprawdę było lepiej. Ponieważ ja i większość moich czytelników jesteśmy w Polsce, spójrzmy na Polskę. Otóż, co mieliśmy w Polsce kilkadziesiąt lat temu? Podpowiedź: komunizm. Zanim jakiś zapomniany przez bogów i ludzi anarchokomunista odezwie się w komentarzach, że wcale nie było źle za komuny, spójrzmy na fakty. Mieliśmy totalitarny system, który z zasady mówił, że wszystkim trzeba dzielić się z ludźmi po równo - niezależnie od tego, czy dużo pracowali, i czy znają się na swoim fachu - a w rzeczywistości był jednym z największych gniazd korupcji w historii. Jeśli miałeś czerwoną książeczkę, było ci dobrze (przynajmniej względem dresiarzy krzyczących "chcemy bić ZOMO"). Jeśli śmiałeś mieć własną opinię na temat systemów gospodarczo-politycznych i, nie daj Boże, miałeś czelność ją wyrazić, po tobie. No ale OK, kiedyś było lepiej, przed tym, prawda?

A figę z makiem prawda. Pomijając okres II Wojny Światowej (odnośnie której większość czytelników pewnie przyzna, że była 'trochę nieprzyjemna'), przedtem mieliśmy międzywojnie. Ależ oczywiście, jakże romantycznie przedstawione w powojennej polskiej sztuce, przez artystów nostalgicznie spoglądających na czasy swojej młodości. Może fajnie się ogląda filmy i czyta książki o tamtych czasach - ale życie w czasach, kiedy gdy się komuś nie podoba rząd, zbiera armię i rusza na Warszawę, zapewne nie należało do najprzyjemniejszych. Że też nie wspomnę o przedwojennym antysemityzmie i innych anty-izmach - jeśli nie byłeś białym Polakiem katolikiem, miałeś, krótko mówiąc, przechlapane.
A właśnie, wspomniałem, że lata 20-e i 30-e stworzyły najwięcej rasistowskich i nacjonalistycznych utworów z całej historii? Wcześniej nie mieliśmy do tego narzędzi, a potem zaczęliśmy się orientować, przykładem pana Adolfa H., że to nie jest najlepszy pomysł.

Hmm, cóż było przedtem? Ano czasy kolonializmu, kiedy np. Brytyjczycy szczerze uważali, że Wielkiej Brytanii pisane jest władanie światem i niesienie "kaganka cywilizacji" do "ciemnych prostych ludów", inaczej zwanych "pół-diabłami, pół-dziećmi", jak to zgrabnie ujął Rudyard Kipling. Czyli co, krótko mówiąc? Więcej rasizmu, wa-hey!

Przedtem? Rewolucja francuska. Pomijając dość oczywiste swoją makabrycznością czasy "rządów terroru", trzeba się zorientować przeciw czemu się rewolucjoniści buntowali. Otóż przeciwko niepodzielnej władzy szlachty, której dostawało się najwięcej władzy w państwie jedynie z racji urodzenia. Tak jest, zajęło nam tyle tysięcy lat zorientowanie się, że wyróżnanie wysoko urodzonych debili i owoców chowu wsobnego nad utalentowanych ludzi urodzonych w biedzie źle działa na państwo. Hura, ludzkość! (Nie żeby jakobini itp. byli lepsi - oni np. często uznawali, że twoja ważność liczy się wg twojego majątku...)

Przed rewolucją francuską mamy czasy m.in. wojny trzydziestoletniej. Długiej i krwawej wojny, której przyczyną była religia. Nie tylko habsburscy cesarzowie nie mogli się zorientować, że nie można naprawdę zmienić czyjejś wiary siłą, po prostu jeśli miałeś inne poglądy niż oni... lepiej zmień te poglądy, albo na stryczek z tobą. Czasy, kiedy ludzie uważali, że naprawdę tylko jeden pogląd na świat może być słuszny - i to że jest to ten, który mówi, że świat stworzył siwy czarodziej zaklęciami przez siedem dni.

Przedtem? Więcej kolonializmu! Podwójne hip-hip-hurra dla nie-Europejczyków! Jeśli myślisz, że białym Europejczykom było lepiej, głęboko się mylisz. Większość Europy w tym czasie składała się z biednego chłopstwa, które płaciło astronomiczne podatki i ledwo żyło w warunkach, które dziś by opisano jako skrajne ubóstwo.

No i dochodzimy do średniowiecza. Cóż za wspaniałe czasy szlachetnych rycerzy i pięknych dam i... nie mogę dalej ciągnąć tego zdania. Pomijając wcześniej wspomniane ubóstwo chłopstwa, szlachta wojowała za morzem, by - jak kilka pokoleń później ich potomkowie - mówić innym ludziom w co mają wierzyć, albo po tobie. Czasy, w których papieże - ludzie, którzy jako głowa Kościoła mieli być moralnym kompasem Europy, spędzali większość swojego czasu na płodzeniu bękartów i poszerzaniu swoich doczesnych posiadłości.
Nie muszę chyba wspominać, że wczesne średniowiecze wcale piękne nie było, co z tymi wszystkimi germańskimi plemionami łupiącymi wszystko, co im się spodoba i gwałcącymi wszystko, co się rusza, już pomijając to co Frankowie zrobili z łaciną.

I dotarliśmy do ulubionego okresu niektórych ludzi na tym serwisie, starożytności. Jeśli już śpieszysz z myślą, że wtedy to już musiało być lepiej, to znów się mylisz. Wciąż była bieda. Wciąż była nietolerancja religijna i rasowa. Wciąż były niespodziewane przejazdy plemienia nr X. Dodając do tego czczenie różnych pomniejszych bóstw, których przykazania praktycznie składały się z "czcij mnie, bo popamiętasz", mamy perfekcyjny miks wszystkich składników, które wymieniałem w poprzednich paragrafach, plus ekstra. Oczywiście, czasem składniki te wymieszane były w różnych dozach, ale oczywista jest rzecz jedna - wcale nie było lepiej, było gorzej.

Dlaczego więc uważamy, że "kiedyś było lepiej" i mówimy o "starych, dobrych czasach"? Bo cierpimy na nostalgię i pamiętamy ze swojej młodości, lub zauważamy z historii, tylko to co nam się podoba. Standard życia naprawdę się z czasem polepszał. Ludziom naprawdę żyje się coraz lepiej z dnia na dzień. Owszem, wciąż jest źle, i wciąż wiele rzeczy trzeba poprawić... ale nie naprawimy ich spoglądając na przeszłość przez różowe okulary. Ludzie pamiętają przeszłość, a nie przyszłość z jednego powodu: by spojrzeć na nasze dawne błędy, i nauczyć się na nich czegoś, i pchać cywilizację dalej do przodu. Z pewnością popełnimy po drodze jeszcze wiele błędów, ale nikt nie jest doskonały. Trzeba przeć dalej, a nie oglądać się za siebie. Jeśli tego nie zrobimy, zostaniemy takimi Rudolfami Kaczyńskimi, którzy klną, że kiedyś było lepiej, mimo że bezpośrednie "kiedyś" było ich znienawidzoną "komuną".

Ale chleb jednak był tańszy, kiedy byłem młodszy!

7
Napisz artykuł / Odp: Hermes
« dnia: 29.06.2011, 20:30:30 »
Dokonałem korekty, ale przed zatwierdzeniem polecam autorowi jeszcze jedną rzecz:
Krótkie. Proszę opisać szczegółowiej przynajmniej dwa ciekawe mity, które ja pamiętam o Hermesie: o tym jak zaraz po urodzeniu ukradł bydło Apolla (wiem, jest wspomniane, ale za krótko) i o jego pierwszej wizycie na Olimpie, kiedy próbował ukraść piorun Zeusa (i jak się to dla niego skończyło). I może jeszcze jeden obrazek.
Jeśli nie możesz edytować posta, zrób to w odpowiedzi do tego.

8
Czterech chętnych... jeśli czterej chętni zorganizują jeszcze przynajmniej dwóch innych, na jedną edycję może wystarczy.

9
Napisz artykuł / Odp: Europa
« dnia: 27.06.2011, 11:59:43 »
Pierwsze pytanie: czy to ma być artykuł? Jeśli tak, proszę je wstawiać w dziale "napisz artykuł". Powinieneś taki dział znaleźć, jeśli się rozejrzysz.

Poza tym: nie używamy obrazków z zewnątrz serwisu i stylistyka jest strasznie pocięta. Proszę przelecieć jakąś korektę przed publikacją.

10
Felietony / Odp: Jak wywołać światową panikę - poradnik
« dnia: 26.06.2011, 16:12:49 »
Właśnie, skoro już temat poruszony, ktoś inny słyszał o tym pastorze przepowiadającym koniec świata na bodajże maj tego roku?

11
Chiny / Admirał Czeng He
« dnia: 26.06.2011, 15:35:21 »
Czeng He, urodzony jako Ma Ha (馬和), był znanym chińskim admirałem, odkrywcą i dyplomatą, pamiętanym głównie dzięki jego misji odkrywczej na zachód, kiedy to zbadał dokładnie Indie, a także dotarł do krajów muzułmańskich. Co ciekawe, Czeng He pochodził z perskiej muzułmańskiej rodziny, która dostała się do Chin jako słudzy mongolskiej dynastii Yuan - choć on sam pracował dla cesarzy Ming. Jego perskie imię brzmiało Hajji Mahmud Shamsuddin.

Obraz pożyczony z http://www.flickr.com/photos/jonjanego/2777527481/ na licencji Creative Commons.

12
Inne cywilizacje / Skąd u diabła wzięli się Madziarowie?
« dnia: 26.06.2011, 14:45:04 »
Jak zapewne niektórych z nas wiedzą, Madziarowie to nazwa, której używa się na określenie plemion, które dały początek narodowi węgierskiemu. Problem pojawia się jednak, gdy próbuje się określić kim naprawdę byli Madziarowie.

Ich język zdaje się być ugrofiński, tj. pokrewny estońskiemu i fińskiemu, ale niektórzy antropolodzy i historycy twierdzą, że to jedynie wpływ lingwistyczny, tak jak liczne naleciałości słowiańskie spowodowane tysiącletnią historią w otoczeniu Słowian. Sama nazwa Madziarów (Magyarok) zdaje się etymologicznie wywodzić od tureckiego plemienia Onogurów, czy też Ogurów - a to zdaje się pochodzić od chaganatu Oguzów, lub od określenia na "dziesięć sztandarów". Co ciekawe, Onogurzy byli częścią Starej Wielkiej Bułgarii, pogańskiego proto-bułgarskiego królestwa z wczesnego średniowiecza na stepie nadkaspijskim.

Kim więc byli Madziarowie? Narodem tureckim, który uległ wpływom ugrofińskim? Narodem ugrofińskim, który pod wpływem tengryzmu i najazdów został sturczony? Ciekaw jestem opinii użytkowników Archeosu.

Jeśli nic nie wiesz na ten temat, polecam lekturę: http://en.wikipedia.org/wiki/Hungarian_people . Może i Wikipedia, ale zawsze coś (i na chwilę obecną niezwandalizowany artykuł).

13
Biografie / Ptolemeusz II Filadelfos
« dnia: 26.06.2011, 14:19:02 »
Wstecz: Ptolemeusz I Soter
Cytat: ciekawostka
Faraon Egiptu od 285 do 246 p.n.e. %%

Ptolemeusz II Filadelfos był synem i dziedzicem Ptolemeusza I Sotera, pierwszego władcy Egiptu z dynastii Ptolemeuszy, i Berenike I, jego żony. Ptolemeusz II wychował się na dworze ojca bardziej jako artysta niż żołnierz, preferując towarzystwo dworskich artystów, co objawiło się najlepiej w jego przyszłej działalności jako króla: stał się sławny jako patron sztuk, w przeciwieństwie do wielu późniejszych Ptolemeuszy, którzy spędzali całe swoje panowanie na walce z - często - własną rodziną, lub dopuszczali się królobójczych spisków. Niewiele wiemy o dzieciństwie Ptolemeusza II, ale wiemy że przebiegło ono raczej spokojnie, pod wychowaniem znanych ówczesnych filozofów, m.in. Stratona z Lampsakos.

Ptolemeusz II wstąpił na tron jako współregent swojego ojca w roku 285 p.n.e., i utrzymał tą pozycję do 283 roku, kiedy to Ptolemeusz I zmarł. Jednym z pierwszych jego postanowień jako samodzielnego władcy Egiptu było, zgodnie ze staroegipską tradycją, ubóstwienie swoich rodziców, uznanych, jak wszyscy poprzedni faraonowie, za dzieci Horusa. Pierwsze lata upływały bez zewnętrznych wojen, a za zleceniem Ptolemeusza, kultura, sztuka i prawo rozwijały się, łącząc tradycje greckie z egipskimi. Do dziś znajdujemy ślady tamtych czasów poprzez cytaty zawarte w Septuagincie. Ptolemeusz II patronował także nauce, m.in. sprowadzając różne egzotyczne zwierzęta z głębi Afryki - które potem ukazał swojemu ludowi w wielkiej paradzie w Aleksandrii. Ludzie, którym Ptolemeusz patronował to, między innymi, Kallimachos, nazdorca biblioteki aleksandryjskiej, Teokryt, i wielu innych, którzy opiewali dobroć dynastii Lagidów. Ptolemeusz II zapoczątkował również traydycję stawiania wielkich stel pamiątkowych - jego stela zapamiętana została jako wielka stela z Mendes.

Choć brak było początkowo wielkich wojen z zewnętrznymi mocarstwami, nie dane mu było cieszyć się całkowitym spokojem. Ptolemeusz musiał spędzić swoje pierwsze lata tłumiąc bunty swoich przyrodnich braci, którzy próbowali odbić od niego tron. Nieznany z imienia syn Eurydyki został pokonany na Cyprze, a spiskujący przeciw niemu Argajos został osądzony i stracony.

Faraon nie byłby jednak faraonem, gdyby nie doszło do żadnych wojen. W roku 274 p.n.e. doszło do Pierwszej Wojny Syryjskiej (274-271), pierwszej z serii wojen, które Ptolemeusze prowadzili z sąsiednim królestwem Seleucydów, gdzie obie monarchie próbowały przejąć kontrolę nad Syrią, wówczas pełną miast bogacących się na handlu lewantyńskim. Wojna była dla Ptolemeusza bardzo udana, gdyż mimo początkowego skutecznego ataku Antiocha I Seleucyda, wojsko egipskie odbiło te miasta, a także dokonało kontrataku na Karię i Cylicję. Antioch niechętnie oddał te ziemie Ptolemeidom. Niestety, ponieważ uwaga Ptolemeusza była odwrócona na wschód, jego przyrodni brat Magas Cyrenejczyk (syn matki Ptolemeusza) ogłosił się królem Cyrenajki - Ptolemeusz nie mógł odzyskać tych ziem aż do 250 roku. Wtedy też powstała egipska flota, która królowała na wschodnim morzu Śródziemnym, umożliwiając Ptolemeuszowi kontrolę nad morzem Egejskim.

Wówczas Ptolemeusz II był żonaty z Arsinoe I, córką macedońskiego króla Lizymacha. Arsinoe była matką trójki jego dzieci, w tym dziedzica Ptolemeusza III Euergetesa, a także Lizymacha i Berenike. Mniej więcej w czasie, gdy rozpoczynała się Pierwsza Wojna Syryjska, Ptolemeusz zdecydował się anulować swój związek z nią, po czym wziął sobie za żonę swoją siostrę i wdowę po królu Lizymachu, Arsinoe II, nabywając w ten sposób przepisane na nią wyspy na morzu Egejskim. Wśród jego konkubin i kochanek znajdowało się także wiele artystek z całego greckiego świata. Gdy Arsinoe II zmarła w 270 roku, Ptolemeusz postanowił ją ubóstwić, podobnie jak wcześniej swoich rodziców.
obraz nr 1 - Ptolemeusz II i Arsinoe II na współczesnej im monecie ## 1

W roku 261 zmarł Antioch I, po czym jego syn, Antioch II Theos, zajął jego miejsce i postanowił odzyskać utracone seleucydzkie ziemie w Azji Mniejszej i Syrii. W ten sposób rozpoczęła się Druga Wojna Syryjska (260-253). Niewiele informacji na jej temat przetrwało, ale wiemy że była ona porażką dla Ptolemeusza - nie tylko Antygonos II z Macedonii pokonał flotę egipską w bitwie o wyspę Kos (zadając poważny cios morskiej dominacji Ptolemeuszy), ale także Seleucydzi mieli znaczne sukcesy w Anatolii. W końcu wojna zakończyła się podpisaniem traktatu, w którym Ptolemeusz II odał swoją córkę, Berenike, za żonę Antiochowi.

Istnieją pewne informacje na temat relacji Ptolemeusza II z indyjskim królestwem Aśoki. Pliniusz Starszy relacjonuje, iż Ptolemeusz wysłał niejakiego Dionizjosa do Pataliputry, w celu utrzymania relacji dyplomatycznych (i zdobycia informacji) z dalekim, egzotycznym królestwem. Edykty samego Aśoki natomiast wspominają Ptolemeusza jako odbiorcę buddyjskich misjonarzy z Indii. O ile zachodnie źródła o tym milczą, pewnie dlatego, że Grecy nie zwrócili większej uwagi na dalekowschodnią religię. Ptolemeusz II utrzymywał także przyjazne relacje z Rzymem i Kartaginą, oferując swoją mediację gdy doszło do wojen między tymi dwoma państwami.

Ptolemeusz II Filadelfos zmarł w roku 246, prawdopodobnie 29 stycznia. Na tron wstąpił po nim jego pierworodny syn, Ptolemeusz III Euergetes.

Dalej: Ptolemeusz III Euergetes

14
Biografie / Odp: Admet
« dnia: 26.06.2011, 11:38:07 »
Dokonałem drobnych korekt. Usunąłem listę, bo wizualnie przejęła ona kontrolę nad artykułem, i skorygowałem parę błędów gramatycznych. Artykuł nie jest zły, ale na przyszłość radzę lepszą korektę przeprowadzić przed publikacją.
I jest coś ze stylistyką, co mnie trochę drażni, ale nie mogę konkretnie tego ugryźć. Tak jak mówię: nie jest źle, ale można się poprawić w przyszłości.

15
A więc doszedłem do kilku wniosków:
1) aktywność na serwisie jest słaba, może da się ją jakoś pobudzić
2) dawno nic na nim nie robiłem, przez co wychodziłem na psa ogrodnika - pora to zmienić
3) grupy ludzi aktywnych znacznie się zmieniły, więc może jest szansa na świeżą krew dla konkursu

Te wnioski podsunęły mi pomysł: może uda się znaleźć grupę ludzi chętnych na nową edycję Quizu Mitologicznego, nad którego formułą będę musiał porządnie pomyśleć by uczynić go czymś "nowym i świeżym", a nie zombifikacją dawnego konkursu.

Przypominam o głównych wymaganiach: aby zagłosować w tej ankiecie, lub wziąć udział w Quizie, musisz być zarejestrowanym użytkownikiem serwisu Archeos.

16
Felietony / Odp: Czym się różni Zeus od protonu
« dnia: 15.03.2011, 23:30:57 »
A ty wciąż nie rozumiesz o co w tym chodzi.

Masy podchodzą współcześnie do nauki jak do religii, biorąc ją "na wiarę" i nie biorąc wcale pod uwagi możliwości jej pomyłki. Wystarczy, że ktoś, kto będzie podawał się za naukowca wykorzysta tą łatwowierność ludzi, a masy pójdą za nim - bo to nauka, a nauka nie może się mylić, prawda?
Weźmy na ten przykład choćby taką scjentologię. Nazwa, która oznacza wręcz "nauko-logię". Szalona wiara stworzona przez pisarza sci-fi pod pretensją "racjonalnego" poglądu na świat. Autor ukrywa swoje majaki za tytułami naukowymi - prawdziwymi, bądź fałszywymi. Oto dokąd tych ludzi zaprowadziło ślepe zaufanie naukowym tytułom i fasadom - do tracenia fortuny na rzecz szarlatana.

Ja tym artykułem próbuję uświadomić ludzi, że większość z nich zupełnie źle podchodzi do nauki. Proton jest dla nich nowym Zeusem. Wierzą w naukę. I mówię tym ludziom: nie róbcie tak, bo tylko doprowadzicie do kolejnych scjentologii. Do nauki trzeba podchodzić empirycznie.

Ciekawi mnie najbardziej, jak ateiści potrafią się rzucać do obrony, czegoś co ich nie dotyczy, gdy tylko wspomnie się słowo "ateizm". Nie miałem zamiaru mówić np. o tobie, uważając cię za osobę inteligentną, która nie podąża ślepo za trendami. Ale mimo to, ateiści wciąż jednak najwyraźniej zachowują się jak każda wielka religia - bronią "swoich", nawet gdy ci swoi nie mają z nimi praktycznie nic wspólnego. Jeśli masz swoje faktyczne powody do takich, a nie innych poglądów, skąd to nagłe pokazanie kłów? Czyżbym jednak się mylił odnośnie twojego podejścia?

Może jednak ateizm nie jest tak cukierkowo piękny, jak mass media kazały by nam myśleć. Wbrew pozorom, ateiści, których w życiu spotykam są zawsze tak samo skorzy do przyłożenia mi łopatą za "obrazę ich poglądów" jak katolicy. Niestety, ale nie ma światopoglądów niewinnych. "Militant atheist" jest takim samym zbrodniarzem jak dżihadysta czy krzyżowiec.

17
Felietony / Odp: Czym się różni Zeus od protonu
« dnia: 14.03.2011, 23:23:04 »
Podkreślam zdecydowanie w odpowiednim momencie - nie jestem kreacjonistą itd. Kilkukrotnie też podkreślam, że mówię o większości, a nie o wszystkich. Myślę, że to wystarczy.

18
Felietony / Odp: Czym się różni Zeus od protonu
« dnia: 14.03.2011, 22:54:30 »
Widzisz, Lodowax, po prostu chyba nie zrozumiałeś celu artykułu.

Jak wspomniałem, nie jestem przeciwnikiem teorii ewolucji, ani żadnych tego typu - też uznaję, że to prawda. Nie musisz mi przedstawiać tych argumentów, bo ja je znam i popieram. Prawdziwy sens polega na nagłym uświadomieniu sobie czegoś na temat tego, jak masy postrzegają naukę - poprzez "objawienie" jej przez "kapłana" ich wiary. Przeważająca większość ludzi nie miała żadnej styczności z nauką poza własnym robotem kuchennym i relacjami z mediów, a mimo to kompletnie jej wierzą.

Mówisz o tym, co robi prawdziwy ateista - owszem, prawdziwy ateista jest racjonalny i nie bierze niczego na wiarę. Ten artykuł nie jest jednak o nich - jest o współczesnych ciemnych masach, które ateizm traktują jak nowe zastępstwo dla chrześcijaństwa.

Chyba muszę to podkreślić jeszcze raz: nie uderzam tu w ludzi, którzy mają swoje prawdziwe powody do bycia ateistami. Uderzam w cały ten motłoch, który powtarza te teorie i psuje opinię ateizmowi - tak jak dżihadyści psują opinię islamowi.

A obrazek ładny, ale skoro robimy na nim takie skrajności jak zabijanie lekarzy w klinice aborcyjnej, to "militant atheist" powinien być równie skrajny - obłąkany maniak palący wszystkie krzyże na drodze, bo ktoś śmiał wspomnieć słowo "Bóg" w jego obecności.

19
Felietony / Czym się różni Zeus od protonu
« dnia: 14.03.2011, 20:52:11 »
Mając nadzieję, że Archeos czyta jeszcze ktoś oprócz ściągających gimnazjalistów i pewnego antychrześcijańskiego osobnika, którego z imienia wymieniać nie będę (pewnie dlatego, że go nie znam), postanowiłem podzielić się z nim pewną moją niedawną myślą. Otóż... czym się różni Zeus od protonu? Pozornie odpowiedź może się zdawać oczywista. Jeden to muskularny facet z długą, siwą brodą strzelający piorunami po grzesznikach, a drugi to... malutka kulka materii, w dodatku składająca się z mało romantycznie nazwanych kwarków. Po głębszym zastanowieniu i przejrzeniu ludzkich obyczajów... zdaje się, że sprawa nie jest tak oczywista.

Przede wszystkim, musimy zauważyć jeden ważny fakt na temat człowieka: jest to bestia religijna, która lubi w coś wierzyć. Lubi wierzyć w coś większego od siebie. Dlaczego? Trudno powiedzieć. Może człowiek czuje się samotny, albo ogłupiały gdy świat dokoła niego nie ma jakiegoś wyjaśnienia. Może czuje się samotny, gdy nie ma kogoś wielkiego, w kim mógłby pokładać nadzieję na przyszłość i pomszczenie jego krzywd. Jakikolwiek byłby powód, ludzie tworzyli od zawsze religie. W dawnych czasach identyfikowali wszystko ze sobą i uważali, że każdy przedmiot ma duszę, swojego "bożka". Z czasem jednak zauważyli, że niektóre rzeczy (grzmot, góra) są potężniejsze od innych (kałuża, kamyk), w związku z czym bożkowie tych rzeczy muszą być też potężniejsi. Z czasem, zapomnieli o tych pomniejszych (lub zminimalizowali ich rolę w kulcie) i oddawali cześć wyłącznie tym wielkim bogom. Ci wielcy bogowie zaczęli dostawać imiona - Re, Odyn, Zeus, Kukulkan - ale to nie imiona są tu ważne. Ludzie chcieli w coś wierzyć i dostawali materiał do wiary - przekazywany ustnie z pokolenia na pokolenie. Nie podważali tej wiary, choćby nawet zdawała im się niedorzeczna, bo przecież setki mądrych ludzi przed nimi w to wierzyło. A tylu mądrych ludzi nie może się mylić, prawda? Prawda?

Spróbuję ominąć grząski grunt, jakim jest temat chrześcijaństwa dla Polaków. Jedni żarliwie obsypują chrześcijaństwo obelgami i wypisują na przystankach autobusowych napisy w stylu "kościół do gazu" (autentyczny napis), a drudzy są tak żarliwi w chrześcijaństwie, że gdy przedstawi im się groteskową komedię o jaskiniowcach, którzy wymyślają władzę w oparciu o niewolnictwo, nie uznają jej za dobrą, bo uważają, że władza pochodzi od Boga (również autentyczny przypadek) (a tą sztukę ja już napisałem, więc prawa autorskie już są zarezerwowane ;P). Polacy (przynajmniej Polacy) popadają w straszne skrajności, będąc albo żarliwymi anty-katolikami, albo żarliwymi katolikami i z naprawdę wielkim trudem można znaleźć kogoś, kto ma w miarę racjonalne podejście. Ominięcie tego grząskiego gruntu nie do końca mi najwyraźniej wyszło, ale krótko mówiąc - chrześcijaństwo zapełniło na długie stulecia niszę rzeczy, w którą ludzie wierzą. Ale wtedy przyszła chyba najpotężniejsza i, moim skromnym zdaniem, najbardziej niedorzeczna religia.
Ateizm.

A teraz państwa ateistów proszę o jedną rzecz: zanim popędzicie do komentarzy i zaczniecie bluzgać na mnie i KRZYCZEĆ jakie to ja bzdury wypisuję, przeczytajcie chociaż do końca, OK?

Tak więc, już wyjaśniam dlaczego określiłem ateizm jako religię. Tak, zdaję sobie sprawę, że to nie jest scentralizowana grupa. Tak, zdaję sobie sprawę, że ilu ateistów, tyle poglądów na świat. Tak, w końcu, zdaję sobie sprawę, że ateizm opiera się na ideach fundamentalnie różnych od religii. Ale teraz, drodzy koledzy ateiści, zadajcie sobie proste pytanie:
Jaki macie dowód na ewolucję? Nie, artykuł ze Świata Nauki się nie liczy. Mam na myśli namacalny, materialny dowód. Widzieliście kiedyś, jak coś ewoluuje? A patrząc na inną dziedzinę - jaki macie dowód na to, że gwiazdy nie są punkcikami na kryształowej kopule? Byliście kiedyś tam, przy tych gwiazdach, i widzieliście je z bliska?

Jak się zapewne domyślam, odpowiedź na te pytania brzmi "nie". Skąd więc bierze się wasze przekonanie o prawdziwości tych teorii? Przynajmniej dla większości moich czytelników odpowiedź będzie jedna: przeczytałem/am o tym w podręczniku/mądrej gazecie/powiedział mi o tym mądry człowiek. A teraz kolejne pytanie: czy to się tak bardzo różni od pradawnych poglądów religijnych? Wtedy też "mądrzy ludzie" za pomocą ówczesnych mediów przekazywali swoją wiedzę. Wiedzę, która w tamtych czasach zdawała się być bardzo logiczna i prawdziwa. Wiedzę, której nikt nie śmiał podważać, bo wytknęłoby się go palcem. A dowody? Ależ oczywiście, każdy widział jak ten posąg w świątyni Amona-Re poruszył się i przemówił ludzkim głosem.

Zanim zacznie się sztorm idiotyzmu w komentarzach pod tym artykułem: nie, nie wierzę w starodawne religie. Nie, nie jestem kreacjonistą. Nie, nie uważam, że Ziemia jest płaska. Ja również wierzę w naukę. Ja również uważam, że współczesne argumenty naukowe są najbardziej logiczne i prawdopodobnie mają rację. Różnica między mną, a większością współczesnych ateistów jest taka, że zdaję sobie sprawę, że moje podejście nie jest tak bardzo różne od religii.

Oto prawdziwy problem większości współczesnych ateistów: są zbyt dogmatyczni w swoich poglądach. Wierzą na słowo ludziom w białych kitlach przepisującym im recepty i piszącym "mądre gazety". Wierzą na słowo reporterom w telewizji opisującym jaki to koniec świata się szykuje z jednego zepsutego reaktora w Japonii. Wierzą na słowo, bez sprawdzania, że taka jest prawda. "Bo to brzmi logicznie". Ależ oczywiście, że to wam brzmi logicznie. Gdybyście się urodzili za rządów Cheopsa, jego religia też by wam brzmiała logicznie. Myśliciele oświecenia w grobie się pewnie przewracają widząc to, jak masy podchodzą do nowo objawionej im nauki. Nauka stała się dla nich tylko kolejną, nową religią.

Jeśli dałeś się przekonać, że w twoim podejściu jest coś nie tak, nie ma co załamywać rąk. Jest na to jedna, szybka rada: szukaj dowodów. Nie bierz niczego na wiarę i nie wierz we wszystko, co ci mówią, tylko dlatego, że to są uczeni ludzie. Sam sprawdzaj te poglądy i udowadniaj je sam sobie. Unikaj dogmatyzmu w nauce, bo naprawdę nie do tego została stworzona. Jeśli musisz traktować naukę jako dogmat, lepiej wróć do chrześcijaństwa - ono przynajmniej od tego jest.

Jeśli nie dałeś się przekonać - a nie jesteś fizykiem nuklearnym ani niczym innym tego typu - i dalej uważasz mnie za idiotę, cóż, trudno. W takiej sytuacji ja ciebie też będę uważał za idiotę, więc możemy sobie oboje oszczędzić bluzgów i ciągnąć dalej swoje życia po staremu.

Czym się więc różni Zeus od protonu? Chyba jednak rzeczywiście rozmiarem, kształtem i kolorem - bo jeden i drugi tak samo jest kwestią wiary dla większości ludzi.

20
Mitologia / Odp: Bogowie greccy i ich odpowiednicy w Rzymie
« dnia: 18.02.2011, 23:16:13 »
Jak napisałem naszemu koledze na PW, oryginał został wstawiony przez redaktora, którego już z nami nie ma i nie chcę naruszać jego autorstwa, po czym zaproponowałem koledze napisanie własnego artykułu - jeśli będzie lepszy od tego, podmieni się je.

Strony: [1] 2 3 ... 134

Pliki Cookie
Używamy plików Cookie, aby ułatwiać korzystanie z naszego serwisu oraz do celów statystycznych i reklamowych. Jeśli nie blokujesz tych plików, to zgadzasz się na ich użycie oraz zapisanie w pamięci urządzenia. Pamiętaj, że możesz samodzielnie zarządzać cookies, zmieniając ustawienia przeglądarki. Rozumiem