Pełny dostęp do zasobów serwisu
Niezarejestrowni goście mają pełny dostęp do zasobów serwisu. Mogą pisać komentarze, posty na forum, pobierać wszystkie zamieszczone w serwisie pliki i załączniki do wiadomości na forum. Zapraszamy!

Pokaż wiadomości

Ta sekcja pozwala Ci zobaczyć wszystkie wiadomości wysłane przez tego użytkownika. Zwróć uwagę, że możesz widzieć tylko wiadomości wysłane w działach do których masz aktualnie dostęp.


Wiadomości - Lodowax

Strony: [1] 2 3 ... 11
1
Felietony / Odp: Czym się różni Zeus od protonu
« dnia: 18.03.2011, 22:23:41 »
Weź pod uwagę fakt, że jest, załóżmy, Wigilia Bożego Narodzenia i wszystkie Twoje ulubione knajpy są zamknięte, bo każdy chce spędzić czas z rodziną. A naprawdę można przeboleć tę godzinę pod kościołem, czy w kościele, nie modląc się. Ale masz wtedy chwilę dla siebie, żeby przystopować, pomyśleć, możesz sobie poczytać książkę pod latarnią. Nikt Cię nie ubiczuje ani nie przybije do krzyża, dlatego, że się nie modlisz, a można choć tę chwilę swojego czasu poświęcić dla osób ważnych, jeśli oni są katolikami. To, że ktoś jest ateistą nie czyni go lepszym a tym bardziej nie czyni go misjonarzem czy apostołem ateizmu. To jest postawa nastawiona na indywidualność. Każdy podejmuje tę decyzję dla siebie. Jeśli zagorzały ateista klęczy w kościele i modli się żarliwie, żeby się przypodobać rodzinie, rodzicom, to to jest chore, ale co w tym złego, że taki człowiek wejdzie do kościoła i pośpiewa sobie kolędy, bo je lubi? Nie chwali tym jakiegoś Boga, bo to jest niemożliwe, ale jest wiele pięknych kolęd, które mogą się podobać, więc czemu sobie odmawiać artystycznej pożywki? A jak chcesz to i możesz wyjść z kolegami na piwo, ale... To nie ten klimat. :)

2
Felietony / Odp: Czym się różni Zeus od protonu
« dnia: 18.03.2011, 15:59:04 »
Dobra, jestem ateistą. Cała rodzina idzie do kościoła, to i ja mogę pójść i poczekać tę godzinę aż oni wypełnią swoje religijne obowiązki, może nawet stanę sobie w środku, żeby wiatru wielkiego nie było i co się stanie? Przecież lepsze to niż siedzieć w domu, oglądać TV i pić kawę, np. Poza tym zawsze można kogoś znajomego spotkać i pogadać. ;)

3
Felietony / Odp: Czym się różni Zeus od protonu
« dnia: 17.03.2011, 22:42:31 »
Parsz, żaden ateista nie obchodzi Bożego Narodzenia. Tylko, skoro już w kraju jest wtedy wolne i każdy ma chwilę czasu, to warto spędzić trochę czasu w rodzinnej atmosferze. Co z tego, że akurat ileś tam procent Polaków obchodzi Boże Narodzenie? To nie znaczy, że wtedy jest właśnie to święto i nie można po prostu się spotkać w rodzinnym gronie, nie obchodząc Bożego Narodzenia. Ateiści to też ludzie, jak słusznie zauważyłeś, dlatego zanim zaczniesz oceniać, trzeba spróbować zrozumieć. ; )

4
Felietony / Odp: Czym się różni Zeus od protonu
« dnia: 16.03.2011, 10:06:28 »
No teraz chyba wszystkie niepewności i zastrzeżenia z mojej strony zostały rozwiązane. Nie jestem fanatycznym obrońcą ateizmu, po prostu taka postawa wobec świata naprawdę jest ciężka i nie mówię tu wcale o opinii ludzi. Może trochę mnie poniosło z krytyką, ale na pewno to nie byłaby odosobniona reakcja na to co pisałes.

5
Felietony / Odp: Czym się różni Zeus od protonu
« dnia: 15.03.2011, 15:28:04 »
Właściwie to nie masz racji, to zdecydowanie nie wystarczy. Z Twojej argumentacji wynika, że ten felieton był niczym innym, jak prowokacją. Przedstawiasz poglądy innych ludzi w takiej formie? Skoro już przedstawiasz je tak, to broń się przedstawionymi argumentami, a nie mieszaj wszystkie swoje wywody z błotem. Jaki jest cel publikowania tekstów, skoro się z nimi nie zgadzasz? Nie mówię o pisaniu prac, których argumentacja jest żałosna, ale mówię o publikowaniu tekstów, które nic nie wnoszą, a jeszcze gorzej, bo rozpętują burzę, gdzie nikt się naprawdę nie zgadza z autorem, nawet on sam. Co to jest? Trollowanie?

6
Felietony / Odp: Czym się różni Zeus od protonu
« dnia: 14.03.2011, 23:17:16 »
Nawet jeśli chciałeś przedstawić tylko hipotetyczne założenia to w takiej formie podane, zdecydowanie wymaga sprostowania kilka faktów. Bo gdyby nie to, ktoś mógłby pomyśleć "Hej! gość ma rację!" Właśnie w momentach, kiedy ten felieton najmocniej odstaje od prawdy. :)

7
Felietony / Odp: Czym się różni Zeus od protonu
« dnia: 14.03.2011, 22:41:16 »
Kal, wsadziłeś kij w mrowisko i chyba za to właśnie polubiłem ten artykuł, choć muszę przyznać, że udało Ci się kilka rzeczy napisać, które ja osobiście uważam za głupie i – rzecz oczywista – wdam się w polemikę, z ogromną nadzieją, że nie będzie jałowa i bezcelowa. Nie będę nikogo namawiał do zmiany swoich poglądów, ale weź pod uwagę, że może rację masz Ty, może rację mam ja, a może każdy po trochu.

Jaki macie dowód na ewolucję?

Dowodów jest wiele, naprawdę tysiące, jeśli nie więcej. Wystarczy przejść się do porządnego muzeum historii i przyjrzeć się dobrze skamielinom, które tam mają, ale to jest temat na epopeję a nie komentarz pod artykułem. Nie będę jednak prosił, żebyś mi wierzył na słowo, w końcu nie jestem żadnym bogiem.

Nie, artykuł ze Świata Nauki się nie liczy.

Czemu nie? Jasne, niekoniecznie Świat nauki, ale przecież artykuły naukowe nie są pisane po to, żeby ktoś wziął go do ręki, zerknął i powiedział: „Hej, a gdzie moje namacalne dowody? To tylko trochę tuszu na papierze, nie ma szans, żeby to było prawdą!”. Takie podejście do niczego nie prowadzi. A nawet prowadzi do regresu, a nie progresu. Gdyby dalej iść tym torem, to żadne źródło pisane nie może być wiarygodne, bo jest napisane. Żaden naukowiec nie chodzi po świecie i nie naucza biologii czy fizyki molekularnej, jak to robili prorocy.

Widzieliście kiedyś, jak coś ewoluuje?

Nie, ale widział „pewien mądry pan w białym kitlu” w czasie swoich ewolucyjnych eksperymentów. Najgorsze jest to, że nie mogę raz jeszcze przeczytać każdej książki i podać jego nazwiska, oraz – jak dokładnie wyglądał eksperyment, ale – mimo zawodnej pamięci – wiem co i jak. Przede wszystkim: mamy trzy stworzone sztucznie stawy, mniej więcej identycznej wielkości, taki sam rodzaj pożywienia dostępnego i takie tam. I dwa gatunki ryb – jedna drapieżna, druga nie. W pierwszym stawie są tylko ryby łagodne. W drugim i trzecim obydwa gatunki, ale w różnych proporcjach. W jednym jest bardzo dużo łagodnych i kilka drapieżnych ryb, w innym sporo łagodnych, ale też dość dużo drapieżników. I zostawiamy nasze rybeńki na jakiś czas. Mądry pan w białym kitlu wrócił po pewnym czasie i wyłowił po kilka osobników z każdego stawu. Przedmiotem badania były ryby łagodne, które żyjąc naturalnie mają bardzo jaskrawe ubarwienie. I teraz wyniki badań (oczywiście, muszę wspomnieć o fakcie, że ryby – skoro rozmnażają się dość szybko – to musiało minąć kilka pokoleń):
Staw I: samce ryb mają bardzo jaskrawe ubarwienie, jaskrawsze niż te złapane naturalnie.
Staw II: samce są nadal jaskrawo ubarwione, ale nieco mniej.
Staw III: samce z tego stawu są ubarwione mniej jaskrawo, niż z pozostałych dwóch.
Dlaczego? Osobniki niezagrożone były ubarwione lepiej, ze względu na atrakcyjność seksualną jaskrawych kolorów. I te lepiej ubarwione osobniki przyciągały samice, przekazywały w genach dalej swój genotyp jaskrawego ubarwienia.
Osobniki ze stawu II – osobniki ubarwione bardzo mocno były łatwo zauważalne przez drapieżniki, więc ginęły szybciej niż inne. Te lepiej ubarwione, ale nie dość mocno by zwracać na siebie uwagę, przekazały swoje geny dalej, najmniej ubarwione nie rozmnażały się ze względu na niską atrakcyjność seksualną.
Osobniki ze stawu trzeciego były najbardziej zagrożone, bowiem drapieżników było najwięcej i potrzebowały więcej pożywienia. Atrakcyjność nie staje w tym wypadku na pierwszym miejscu, bo najważniejsze to przeżyć. Osobniki zwracające na siebie uwagę nie rozmnażają się, bo giną, te które zostają, mogą się rozmnażać.
I to jest właśnie ewolucja. :)

Byliście kiedyś tam, przy tych gwiazdach, i widzieliście je z bliska?

Naprawdę tak myślisz? A kiedy Twoja znajoma pokazuje Ci zdjęcie swojego nowonarodzonego syna, to co mówisz? „Chcę zobaczyć jego, a nie zdjęcie. Zdjęcie to żaden dowód! Nie uwierzę, że masz syna, póki go nie dotknę i nie zobaczę z bliska!”.
Tak, masz rację, że znajomy a naukowiec w kitlu to różnica, ale po pierwsze: co jeśli Twoja znajoma jest fizykiem molekularnym? A po drugie: jaki cel mieliby naukowcy żeby kłamać o tym, jak wygląda świat. Religia już zrobiła w tym względzie wystarczająco wiele złego.

Wiedzę, która w tamtych czasach zdawała się być bardzo logiczna i prawdziwa. Wiedzę, której nikt nie śmiał podważać, bo wytknęłoby się go palcem. A dowody?

Najśmieszniejsze jest to, że ‘wiedza’, która zwykle trzyma się kupy i zdaje się być prawdziwa, nigdy taka nie jest. Jeśli coś wiemy, to potrafimy wyjaśnić jakieś zjawisko za pomocą logiki i żelaznych faktów, w które nie trzeba wierzyć. Wiedzę się wie. W wiedzę nie można wierzyć. Wyjaśniając skomplikowane zjawisko czym jeszcze bardziej skomplikowanym, co musisz w pewnym momencie przyjąć na wiarę, bo nie ma żadnych materialnych dowodów tworzysz religię.


Oto prawdziwy problem większości współczesnych ateistów: są zbyt dogmatyczni w swoich poglądach. Wierzą na słowo ludziom w białych kitlach przepisującym im recepty i piszącym "mądre gazety". Wierzą na słowo reporterom w telewizji opisującym jaki to koniec świata się szykuje z jednego zepsutego reaktora w Japonii. Wierzą na słowo, bez sprawdzania, że taka jest prawda. "Bo to brzmi logicznie".

Są ateiści dogmatyczni, którzy niekiedy nawet bardziej fanatycznie bronią humanizmu, niż ludzie religijni swojego Boga. Ale prawdziwy ateista sprawdza, jeśli nie jest pewny, korzysta z rozumu, jeśli nie wie na pewno. Jeśli ma wątpliwości co do tego czy pomnik będzie stał jak trzeba, podejdzie i pier%&#@e młotem, jeśli stoi to jest dobrze, jeśli się przewróci, sprawdzi plany, przejrzy zakupione materiały, a nie pójdzie do kościoła i poprosi księdza, żeby odprawił msze w intencji, żeby pomnik stał. Prawdziwy humanista, racjonalista, ateista, którykolwiek z tych nie weźmie recepty od lekarza, który ewidentnie jest nachlany w trzy dupy i mówi mu, że jest zdrowy, tylko się napije syropu, chociaż pacjent skarży się na duszności, a na plecach naprawdę paskudną wysypkę. Sprowadzasz ateistów do poziomu ślepych fanatyków, którzy chodzą po mieście i krzyczą „Nie ma Boga!”. To nie są ateiści.

Czym się więc różni Zeus od protonu? Chyba jednak rzeczywiście rozmiarem, kształtem i kolorem - bo jeden i drugi tak samo jest kwestią wiary dla większości ludzi.

Kup sobie mikroskop elektronowy. ;D

P.S. I nie uważam Cię za idiotę. Po prostu nie wziąłeś poprawki na kilka kwestii.


8
Felietony / Odp: Upadek politeizmu
« dnia: 09.10.2009, 16:33:46 »
A, to sorki. ;)

9
Felietony / Odp: Upadek politeizmu
« dnia: 07.10.2009, 21:42:46 »
Zanim odniosę się do treści, coś o formie:
Strasznie dużo literówek.
Cytuj
Zwykłą rzeźba potrafili ukazać ludzkie słabostki, niedoskonałości i osiągnięcia, i zawdzięczali właśnie swoim bogom.
Czy to zdanie jest poprawnie napisane?
Cytuj
Zbyt bardzo byli
Co to znaczy? ;)

1) Uważam, że jest do zrozumienia i jest mniej więcej logiczne.

2) Chodzi Ci o to, że byli ludźmi w zbyt dużym stopniu? Bo "zbyt bardzo byli" nie znalazłem nigdzie. Jeśli natomiast chodzi Ci o to, o czym myślę, to po prostu przypominali ludzi na tyle, że ludzie woleli innego boga, doskonałego.

A samo stwierdzenie, że "każdy z nas jest w jakiejś części ateistą" jest może i błyskotliwe, ale niepoprawne - ateizm we współczesnym kontekście oznacza nie wyznawanie żadnych bogów - od pogańskich aż po abrahamicznych.

"W jakiejś części" zdecydowanie zmienia ateizm absolutny, tyczący się każdego bytu nadnaturalnego w ateizm kontekstowy, znaczy jesteśmy w pewnym stopniu ateistami, nie uznając wszystkich bogów. Nie mówię, że to zła postawa: głupim byłoby oddawanie czci wszystkim bogom, bo żadnemu z nich nie spodobałoby się, że nie jest jedyny.

Inny argument, który muszę obalić to rzekomy całkowity upadek politeizmu. Nie zapominajmy, że wciąż są masy ludzi, które wierzą w takie wiary - od hinduizmu zaczynając, przez różne kraje Dalekiego Wschodu, włącznie z Chinami i Japonią, gdzie shinto nie ma praktycznie konkurencji (może oprócz ateistycznego buddyzmu).

Zdecydowanie masz rację. Kusiło mnie cały czas, by pisać o tym, że nikt nie wierzy w wielu bogów, ale wiedziałem, że tak nie jest, dlatego starałem się unikać takich stwierdzeń i zamiast "wszyscy", pisałem "większość". Ci ludzie, którzy wierzą w wielu bogów są tylko częścią w porównaniu do wyznawców jednego boga.



Bogowie Rzymu byli złośliwi, kapryśni, a często wręcz podli. Nie wolno było na nich złego słowa powiedzieć, bo zaraz mordowali lub zmieniali w potwory za najmniejsze przewinienia. A chrześcijaństwo? Obiecywało zbawienie i NIEBO dla swoich zwolenników, bez wiecznie kapryśnych i zgnuśniałych bogów, którym za wyleczenie palca trzeba było płacić tony wołowiny. Po prostu Bóg był od bogów dużo przystępniejszy.

Tutaj tez się zgodzę, ale czy starotestamentowy Jahwe był miły dla wszystkich? Przecież nie dość, że był zazdrosny i zawistny, to ciągle wystawiał swój "naród wybrany" na najróżniejsze możliwe próby. Od Zeusa i innych bogów różni go tylko to, że nie romansował z kobietami na Ziemi i miał tylko jednego syna.

10
Felietony / Upadek politeizmu
« dnia: 07.10.2009, 15:55:37 »
Dało mi do myślenia zdanie Richarda Dawkinsa, z "God Delusion" ["Bóg urojony"]. Nie będę go cytował słowo po słowie, ale powiedział, że każdy z nas jest w pewnym sensie ateistą. Nie wierzymy w Ozyrysa, Thora, Atenę, Gilgamesza czy Zeusa... "ja tylko poszedłem o jednego boga dalej". Cały wykład z książki Dawkinsa jest ciekawy, ale ten fragment dał mi do myślenia. W XXI ogólnie przyjętą prawdą w umysłach ludzi jest, że nie ma wielu bogów, opiekujących się poszczególnymi procesami w przyrodzie, jak wierzyli to starożytni Grecy, Egipcjanie, Rzymianie... Wszyscy Ci, którzy stworzyli najwspanialsze imperia w dziejach świata. Imperia upadły, zapomniane zostały religie. To za co kiedyś ludzie oddawali życie stało się w dzisiejszych czasach... Trudno mi to nazwać jednoznacznie, ale chyba chodzi mniej więcej o pewną formę niewinnego ekscentryzmu. No bo to przecież strasznie naiwne wierzyć, że jest więcej niż jeden Tylko...  Dlaczego?

Minęło kilkanaście wieków odkąd oficjalną religią starożytnego Rzymu stało się chrześcijaństwo. Co skłoniło rzymskiego imperatora do uznania racji żydowskiej sekty z jednej z rzymskich kolonii? Przyznam się, że nie wiem, ale z pewnością jakieś względy polityczne, może też po części prywatne przekonania. A może po prostu był słaby? To w sumie nie jest ważne, bo dla mnie stało się straszne, że bogowie, którzy kiedyś byli całym życiem starożytnych teraz są igraszką, co najwyżej inspiracją.

No właśnie - inspiracja. Skupmy się np. na bogach greckich, bo to właściwie Grecy dali podwaliny współczesnej literaturze. Wszystko zaczęło się od tragedii wystawianych w amfiteatrach ku czci Dionizosa. Wpływ na powstanie całokształtu twórczości Grecji antycznej miały też z pewnością misteria eleuzyńskie (odbywające się w Eleusis, niedaleko Aten) jak i misteria orfickie, które zapewne były pewnym hołdem dla mitycznego barda, Orfeusza. Każdy twórca tragedii dbał o to, by żadnego z bogów nie urazić, a możliwie również jak najbardziej połechtać jego ego. Zwykłą rzeźba potrafili ukazać ludzkie słabostki, niedoskonałości i osiągnięcia, i zawdzięczali to właśnie swoim bogom. Chodziło głównie o to, by pokazać boską naturę, a nie narazić się na błyskawicę z nieba. Może to jest właśnie powód tego, że nie wierzymy w wielu bogów? Są zbyt straszni? Ale przecież nie mogą się równać z wszechmocnym, osobowym bytem, który zna nas na wskroś. Zatem co?

Ciekawą hipotezą, na którą wpadłem jakiś czas temu (możliwe, że nie tylko ja) był zbyt oczywisty antropomorfizm bogów. Byli ludźmi w zbyt dużym stopniu, by się nami dobrze zaopiekować. Idea nieśmiertelnego, który w każdej chwili może albo się upić i nawet dla żartu zabić kilku ludzi, albo bogini, która może poczuć się zazdrosna o czyjeś piękno i je odebrać, ot tak, nie była psychicznie satysfakcjonująca? Właściwie dla mnie lepsze jest to, niż wszechobecny byt, czytający w myślach, który wie wszystko i może wszystko zniszczyć. Ale przynajmniej nie jest człowiekiem. Jest doskonały. Oczywiście to już kwestia wyboru i wychowania.

Jednak dla mnie najbardziej satysfakcjonującą odpowiedzią na pytanie o upadek politeizmu w ludzkich umysłach jest nasza skłonność do szukania nowości. Po kilku wiekach zupełnie zapomnieliśmy, że politeizm mógł coś znaczyć, skoro dostaliśmy coś o wiele ciekawszego: mit o Synu Bożym, który umarł za nas na krzyżu. Nawet całą mitologię o tułaczce i losach ludu wybranego przez Boga, listy ludzi, którzy utrzymywali, że pod natchnieniem samego Boga pisali swoje listy i w końcu apokaliptyczną wizję zniszczenia świata. Wszystko to, wpajane przez setki lat Inkwizycji, stało się w ludzkich umysłach czymś... do przyjęcia. Oczywiście - rozwój nauki też odegrał swoją rolę w tym procesie. To nie Hades porywający córkę Demeter zmieniał pory roku, ani Re w swej słonecznej łodzi nie pływa po niebie. Posejdon nie ma nic wspólnego z przypływami, ani Hapi nie dba o wylewy Nilu. A przynajmniej tak sądzimy...

W tym miejscu przydałoby się podsumowanie. Politeizm jako dominująca forma religii umarł już dawno, choć są na świecie ludzie wyznający wiarę w więcej niż jednego Boga. Naprawdę nie rozumiem, dlaczego są oni uważani za gorszych od tych, którzy wierzą w jednego Boga, przynajmniej przez niektórych ludzi. Wiara w wielu bogów "nie jest satysfakcjonująca" dla "oświeconych umysłów". A może to po prostu lenistwo? Wolimy jeden nieskończony absolut, niż kilkudziesięciu bogów, którzy się nami opiekują? Nie odpowiem na wszystkie pytania, bo to odebrałoby by wam całą zabawę z dyskusji.


Masz coś ciekawego do zaoferowania w tym temacie? Swoja własną teorię na upadek idei wielu bogów w ludzkich sercach? Podziel się nim tutaj.

11
Artykuły / Odp: Walkirie
« dnia: 25.05.2009, 21:37:59 »
Właściwie to walkirie nie do końca były wojowniczkami. ;) Bardziej służkami. No i też dbały o to, by nie zabrakło wojów do uczty, a więc prowadziły nabór do Asgardu tych znaczniejszych wojowników, którzy zginęli na polu bitwy. A jak się ginie, Kaj, na polu bitwy to można co nieco stracić. :D Taki Ramzes chociażby, na jednej ze stel liczy fallusy pokonanych wrogów. ;)

Właściwie to powinienem napisać: "... co nieco stracić.  :-X" Ale co tam. ;)

12
Biografie / Odp: Kleopatra VII
« dnia: 25.05.2009, 14:48:52 »
Odkąd żyła minęło dwadzieścia wieków z hakiem, Thorze, więc było dużo czasu na przereklamowanie. ;)

13
Biografie / Odp: Kleopatra VII
« dnia: 24.05.2009, 21:29:22 »
Kanony urody się zmieniają, Kaj. ;) Zauważ, że kiedyś, w baroku, najbardziej były pożądane kobiety "przy kości" czyli takie porządne. ;) A niedługo później bo XVIII, XIX wieku kobiety sobie upuszczały krew, żeby być ładniejsze i bledsze... Uroda nigdy tak samo piękna nie była dla wszystkich w każdych czasach. A nuż była wtedy najcudowniejsza i w ogóle takie tam? ;D

14
Biografie / Odp: Kleopatra VII
« dnia: 24.05.2009, 21:20:48 »
Ale zważ też na to, że dbała o dzieci. O siebie też, to prawda. Ale głównie o dzieci. Chciała, żeby żyło im się dobrze, po królewsku. Niestety nie wszyscy tego chcieli i wszyscy zginęli. Nie wnikam, co robiła z kochankami, ale musiała być piękna, by oczarować dwóch mężczyzn, którzy mogli mieć każdą a chcieli jej... :)

15
Biografie / Kleopatra VII
« dnia: 24.05.2009, 21:03:52 »
Każdy z pewnością słyszał o Kleopatrze. Była ikoną Egiptu i chyba jedną z barwniejszych postaci w całej historii Egiptu. Urocza córka Ptolemeusza XII zasłynęła z romansu z Juliuszem Cezarem, imperatorem Rzymu. Kleopatra miała wielkie aspiracje co do pozycji Egiptu w świecie starożytnym, jednakże skończyło się na tym, że stał się kolejną rzymską prowincją…

Nie wiemy, kim była prawdziwa matka ostatniej królowej Egiptu. Jej ojcem natomiast był Ptolemeusz XII Auletes. W 51 roku p.n.e. Ojciec umarł, zostawiając siedemnastoletniej wówczas córce Kleopatrze i dziesięcioletniemu Ptolemeuszowi XIII swoje królestwo. Wg tradycji rodzeństwo miało się pobrać i wspólnie rządzić krajem. Początki panowania nowej pary królewskiej były ciężkie i już po dwóch latach musiała zbiec z Egiptu. Kapłani nie mieli najmniejszego zamiaru dzielić z nią władzy, a młody Ptolemeusz XIII był jeszcze podatny na wpływy. Królowa Kleopatra uciekłszy do Palestyny zaczęła tam organizować wojsko najemne za zabrane ze skarbca pieniądze. Tymczasem król Ptolemeusz i jego doradcy gotowali własne wojsko do najazdu…

Jednak prawdziwym zwycięzcą w tej potyczce okazał się Juliusz Cezar. Spacyfikował on armię Ptolemeusza oraz nakazał mu spłacić dług zaciągnięty przez ojca i pogodzić się z siostrą, która już wtedy była kochanką Imperatora. W stolicy kraju wybuchł wtedy przeciwko nim bunt, podjudzany przez brata i młodszą siostrę Kleopatry. Ostatecznie udało się jednak zdusić rebeliantów aleksandryjskich. Kleopatra została królową, a Juliusz Cezar – Imperator Rzymu – jej kochankiem. Gdy Juliusz opuszczał późną wiosną królowa Egiptu spodziewała się dziecka. Mały chłopiec nazywany był powszechnie Cezarionem.
obraz nr 1 - Kleopatra i Cezarion ## 1
Następne lata w życiorysie królowej to przede wszystkim okres wojen domowych w państwie rzymskim. Kleopatra – mało zresztą skutecznie – próbowała wspierać zwolenników Cezara. W końcu jednak, gdy Marek Antoniusz odniósł zwycięstwo urocza królowa oczarowała nowego wodza Imperium, zapewniając godne życie sobie i swojemu synowi – Cezarionowi. Ich wspólne życie miało trwać już zawsze, ale…

Pewna zima, 41 roku p.n.e. przyniosła oziębienie w stosunkach władcy Rzymu i królowej Egiptu. Antoniusz prowadził przygotowania do wojny z Partami i – jednocześnie – zawarł małżeństwo z córką Oktawiana Augusta – Oktawią. Małżeństwo miało służyć celom wyłącznie politycznym i zbliżyć do siebie dwóch władców, ale, niestety, nie pomogło. Obaj chcieli wojny. Marek Antoniusz zatem odesłał swoją żonę – formalnie nie rozwodząc się z nią – do Rzymu i wrócił do Kleopatry, która czekała na niego w Antiochii. Oboje, choć może nie darzyli się uczuciem tak gorącym, jak kiedyś, to potrzebowali siebie nawzajem: Antoniusz zasobów materialnych Egiptu w wojnie z Partami, a Kleopatra wsparcia politycznego.

Dzięki związkowi królowej z Markiem Antoniuszem Egipt otrzymał nowe tereny: Cypr, część Cylicji, Cyrenajka, część Krety, część obszarów zamieszkałych przez Arabów Nabatejskich, ziemie Iturejczyków i środkową część wybrzeża fenickiego. Mimo nacisków ze strony Kleopatry VII nie zdecydował się oddać pod protektorat egipski Judei, rządzonej wówczas przez Heroda Wielkiego. Nie wiadomo, czy kiedykolwiek doszło do małżeństwa między tą parą. Jeśli istniało małżeństwo, nie mogło ono zyskać żadnej mocy w świetle prawa rzymskiego, nie uznającego związków między Rzymianami a tymi, którzy nie byli obywatelami rzymskimi. Marek Antoniusz w ostateczności pokonał Partów i zorganizował wielką scenę triumfu w Aleksandrii, podczas której ogłosił Kleopatrę mianem królowej królów, a Cezariona – królem królów. Warto chyba też wspomnieć, że dzieci Antoniusza i Kleopatry miały świetnego nauczyciela – historyka Mikołaja z Damaszku.

Wybuchła kolejna wojna. Wojska Antoniusza przegrały pod Akcjum. Wodzowi udało się zbiec do Egiptu i – choć nim Oktawian dotarł do kraju nad Nilem minęło dziesięć miesięcy, to nie było najmniejszych szans na odwrócenie sytuacji. Marek Antoniusz popełnił samobójstwo, a wraz z nim – od ukąszenia kobry – zginęła Kleopatra, która nie miała najmniejszych wątpliwości, że Oktawian nie da jej władzy. Nim to się jednak stało królowa usiłowała wszystkimi możliwymi sposobami zostawić swoim dzieciom jakieś królestwo. Oktawian August jednak był bezwzględny: adoptowany syn Juliusza Cezara nie pozwoliłby innemu jego potomkowi pozostać przy życiu. Kleopatra zginęła, a wraz z nią wszystkie jej dzieci i marzenia Egiptu o suwerenności. Egipt był częścią Rzymu już do samego końca…
obraz nr 2 - Kleopatra VII ## 2

16
Prywata / Odp: Urodziny Lodowaxa
« dnia: 06.04.2009, 14:29:46 »
Jaki prezent urodzinowy, łał. :D Przepraszam najmocniej, She. :)

17
Prywata / Odp: Urodziny Lodowaxa
« dnia: 04.04.2009, 20:21:32 »
Och, i o mnie panowie pamiętali. :) Dziękuję, dziękuję wszystkim! :)

18
Lilu feat. Finker - Żyję Spox. :D
To to było. :)
Ale niech Parsz zadaje. :)

19
Jak nikt i tak nie zgadł, to Ty, Drizzt. :P

20
Prawie. :P Piosenka.

Strony: [1] 2 3 ... 11

Pliki Cookie
Używamy plików Cookie, aby ułatwiać korzystanie z naszego serwisu oraz do celów statystycznych i reklamowych. Jeśli nie blokujesz tych plików, to zgadzasz się na ich użycie oraz zapisanie w pamięci urządzenia. Pamiętaj, że możesz samodzielnie zarządzać cookies, zmieniając ustawienia przeglądarki. Rozumiem