Pełny dostęp do zasobów serwisu
Niezarejestrowni goście mają pełny dostęp do zasobów serwisu. Mogą pisać komentarze, posty na forum, pobierać wszystkie zamieszczone w serwisie pliki i załączniki do wiadomości na forum. Zapraszamy!
Dlaczego tu jest reklama?
autor: Kalontas | napisano 16 maja 2009 o 0:46
czytano 14387 razy | średnia ocen: 5.22

Tezeida: Genesis

Ach, słodka Kaliope, wspomóż mnie w tej ciężkiej chwili, gdy siedzę opętany kajdanami mrozu w mrocznym królestwie Hadesa, spoglądającego na mnie co rusz swoim zimnym wzrokiem. Na mnie, i na słuszną karę, którą mi przydzielił za mą zuchwałość, gdyż ośmieliłem się zejść do królestwa jego i razem z moim przyjacielem prosić dla niego, Pejritoosa, niegdyś biegłego i bystrego, choć tak samo raptownego, prosić o rękę samej Persefony, bladolicej mrocznego żony. Proszę cię o pomoc, o łaskawa Muzo, gdyż poetą nigdy nie byłem i nie będę - wiersze nie układają mi się same w myślach jak cnemu Orfeuszowi, mistrzowi liry i wszelkich innych instrumentów, które znała i nie znała ludzka ręka. Pomóż mi, gdy pieśń swą opowiadać będę Bogatemu, w ostatniej mojej szansie na zdobycie jego litości i wolności. Jeśli mnie nie pobłogosławisz, biada mi, i skończę na wieki przykuty do tego mroźnego tronu, niczym król tak łapczywy, że nigdy nie chciał odstąpić od swojego siedziska, aż - jak stara legenda mówi - syn własny siłą go od tronu odtrącił. Mnie jednak nikt nie odtrąci, gdyż niezrywalne są Plutona kajdany. Gdy podejdzie, udziel mi więc nieco ze swego melodyjnego głosu, abym tą ostatnią szansę zdobył.

Witaj, o Ajdoneusie, nigdy nie widziany, co Hełm Ciemności na swoich skroniach tak szlachetnie białych nosisz. Tak białych, że przy nich niknie jasność Księżyca i łąki asfodelowe. Wiem, że nie po moje pochlebstwa przyszłeś, o władco zaświatów, jednak zechciej zasiąść przy mnie i moim mroźnym tronie i posłuchać co mam ci do powiedzenia. Choć zastanawiać się możesz, cóż takiego ja mogę wiedzieć, czego ty w swoim szerokim niczym cały znany śmiertelnikom świat, a nawet szerszym po stukroć, gdyż nikt na ziemi greckiej urodzony nigdy w Indiach dalekich stopy nie postawił, a ty obchodzisz całe hektary piekielnych pustkowi w mgnieniu oka, wiedz jednak podziemny Zeusie, że nawet moja śmiertelna i udręczona na tym tronie upokorzenia dusza ma ci coś do powodzenia. Jeśli zechesz więc mnie wysłuchać, zasiądź proszę, i daj mi ostatnią szansę.

Moje imię pełne i najprawdziwsze to Tezeusz, syn Ajgeusa, syna Pandiona, syna Kekropsa, z ziemi zrodzonego męża o ciele wijącego się dokoła drzewa węża. Ja żem jednak zrodził się nie z jednego ojca, ale dwóch ojców mnie spłodziło. Nim spytasz, o niedostrzegany przez śmiertelnych, jak to możliwe, śpieszę już z mymi pokornymi wyjaśnieniami. Otóż gdy na świecie mnie jeszcze nie było, w Trezanie, mieście pięknym i białym niemal tak jak twe czyste lica, żyła kobieta, która miała się stać moją matką, Ajtra, o włosach jasnych jak zboże na wiosnę, podlewane deszczami w darze od Kroniona, i wyrosłe pięknie, gotowe do ścięcia. Brak jej jednak było męża i dziedzica, i w niepoprawne towarzystwo się obróciła. Gdy nadeszły więc w Trezanie czasy rubasznych bachanaliów, razem z korowodem Menad i Satyrów wyruszyła, nie dbając o to, z kim będzie piła wino i dzieliła łoże. Wówczas, nadszedł z Aten mężczyzna, również dziedzica pozbawiony i zrozpaczony o brak żony prawowitej, sam Ajgeus, król ateński łaskawy i sprawiedliwy, co go sam teraz Ajdoneusie masz zaszczyt gościć w swych progach. On też wpadł w korowód satyrów, i choć on ich do siebie wpuścić nie chciał, drzwi wpuściły. I tak poszedł w taniec, przez Dionizosa radosnego sługów upojony.

Szedł tak Ajgeus umysłu i zmartwień pozbawiony, ciesząc się tylko chwilą i zabawą, jaką wino mu przyniosło, w nadmiarze do gardzieli wlane. W końcu, w korowodzie zmysłów, zauważył kobietę piękną i smukłą, emanującą od siebie żywą atrakcyjnością. Nie mogąc pojąć ani odrzucić jej piękna, namówił ją szybko - dzięki Dioniza czarom - do tego by łoże podzielili. Po szybkim romansie, odszedł on dalej w pochód, nie wiedząc nawet kogo spotkał, nie orientując się, że to sama królewna trezańska, córa Pittheusa, co miastem żelazną ręką swą władał. On odszedł, jednak Ajtra wciąż bawiła się w korowodzie gości niecodziennych, aż drugi mąż jej zapragnął. Nie był to jednak król, ani pół-bóg żaden, sam twój brat, o Plutonie czcigodny, co podziemiem władasz ręką niewidzianą, wielki Posejdon, co z morza wystąpił tylko po to by posiąść niewiastę, która miała się stać moją matką. Czarowi wielkiego pana mórz Ajtra również uległa i po dzieleniu z nim łoża, w końcu na spoczynek się udała, nieświadoma że nasienie przez obu mężczyzn zasiane da jej jednego dziedzica.

Choć Pittheus szlachetny w głowę zachodził i zamartwiał się tym problemem, jak w ciążę Ajtra zaszła, matka moja nie śpieszna była do wyjaśniania okoliczności tego poczęcia; wszak za kobietę upadłą uznana być nie chciała. Jeden tylko znak jej Ajgeus w złotej koronie na pożegnanie zostawił - miecz swój najlepszy, z żelaza najczystszego wykuty przez najlepszego kowala, przygniótł wielkim kamieniem, zaklinając go uprzednio. Rzekł jeno do kamienia: "ten tylko zdoła cię podnieść, synu ziemi, który będzie moim prawdziwym i nieodrodnym synem". Tak też kamień zrobił, siedząc posłusznie na swoim miejscu, trzmając miecz pod swoim siedziskiem, aż do dnia późnego, gdy ja na męża wyrosłem.

Nim to się jednak stało, przyszedłem na świat dla matki bez męża, co wielką hańbą dla córki królewskiej było. Pittheus natychmiast postanowił sprawę tą załatwić i ukryć nieoczekiwane narodziny, toteż sprosił królewicza z krain dalekich, by ten mężem był mojej matce i mnie jako syna swojego wychowywał. Choć ojcem złym nie był, nigdy jednak prawdziwy nie był, i nie czułem do niego miłości ojcowskiej. Rosłem z dala od niego, szkoląc się u ludzi obcych, bo on zaufania we mnie nie wzbudzał. W końcu, dnia pewnego, gdy na ojca przybranego się matce żaliłem, wyznała mi ona na stronie, że prawdziwym mym ojcem nie jest ten, kto mnie wychował. Tak jako ja tobie, bladolicy, opowiadam teraz, tak ona wówczas opowiedziała mi skąd naprawdę się wziąłem na świecie. Pewny mojego prawdziwego pochodzenia, udałem się więc pod głaz i zakląłem go: "Tak jak głazie przyrzekłeś mojemu ojcu, że nikomu nie ustąpisz prócz jego syna pierworodnego, tak teraz wypełnij to przyrzeczenie i odejdź na me wezwanie".
Tezeusz i Ajtra, Laurent de la Hyre

Jako rzekłem, tako się stało. Na jeden ruch mojej ręki, kamień posłusznie ustąpił, piękny miecz moim oczom ukazując. Chwyciłem go natychmiast w moje zręczne dłonie, pewnie niczym lew swoją zdobycz chwyta swymi ostrymi kłami. Jak lew też na pierwszym polowaniu od razu wie, jak zagryzać swe ofiary, tak ja też od pierwszego momentu wiedziałem jak miecz ojcowski dzierżyć, choć nigdy przedtem mnie w dziedzinie tej nie instruowano. Wziąłem więc Ajgeusa miecz i udałem się w kierunku królestwa jego. Nim jednak poszedłem, matka postanowiła mnie uprzedzić, mówiąc do mnie: "Nie idź synu jeszcze, do ojca twojego królestwa, gdyż po drodze jest przesmyk zabójczy, w którym od bandytów i potworów się roi". Ja jednak odrzekłem jej na to: "Nie obawiaj się, szlachetna rodzicielko moja jasnowłosa, jak człowiek, którego uwielbieniem obdarzyłem, heros największy z herosów, Herakles Alkides, syn Zeusa Gromowładnego, wybiję wszystkich tych bandytów i potwory złożę bogom w ofierze. Jeśli tak nie zrobię, Ajgeusa nie jestem synem". Na te słowa, matka mnie puściła, a ja udałem się pod osłoną nocy w kierunku przesmyku niebezpiecznego, Isthmosem zwanego.

Dalej: Isthmos
komentarze (2) | napisz komentarz
nie musisz się rejestrować!
Prace Heraklesa
© Archeos.pl | O serwisie | Kontakt |
Pliki Cookie
Używamy plików Cookie, aby ułatwiać korzystanie z naszego serwisu oraz do celów statystycznych i reklamowych. Jeśli nie blokujesz tych plików, to zgadzasz się na ich użycie oraz zapisanie w pamięci urządzenia. Pamiętaj, że możesz samodzielnie zarządzać cookies, zmieniając ustawienia przeglądarki. Rozumiem