Pełny dostęp do zasobów serwisu
Niezarejestrowni goście mają pełny dostęp do zasobów serwisu. Mogą pisać komentarze, posty na forum, pobierać wszystkie zamieszczone w serwisie pliki i załączniki do wiadomości na forum. Zapraszamy!
Dlaczego tu jest reklama?
autor: Kalontas | napisano 7 czerwca 2009 o 16:38
czytano 14338 razy | średnia ocen: 5.40

Tezeida: Młody królewicz

Wstecz: Isthmos

Gdy żem przybył do miasta mego rodzinnego, Aten przecudnych, jaśniejących w świetle dnia niczym Syriusz na niebie, nie mające sobie równych i którym żadna gwiazda, choćby najjaśniejsza, na niebie nie mogła dorównać. Takie Ateny są pośród wszelkich miast świata - całe niebo miast śmiertelników przy nich blednie, chociaż Olimp przy tym jest jakby całe niebo nagle blaskiem jednolitym zabłysło. Olimp jednak bogom zostawmy, choć Ateny przecudne, mroczny sekret wówczas skrywały - u boku Ajgeusa, ojca mego śmiertelnego, siedziała wiedźma, która urok na niego rzuciła i małżeństwo wymusiła, sama Medea, której zła sława aż po Olimp sięgnęła.

Przez czary, którymi umysł ojca chmurami Medea zakryła, Ajgeus cny nie poznał ani mej twarzy, ani rzeczy które ze sobą przyniosłem, a niegdyś do niego należały. Sama Medea jednak podobieństwo ujrzała i rozeznała, że to musi być syn zaginiony jej męża, którego obecność zagrażała perspektywie tronu dla jej syna małoletniego, Medesa. Wówczas, Medea opowiedziała ojcu o pogłoskach jakie już po Helladzie krążyły na temat czynów moich, aż ojciec uznał że niebezpieczną jestem osobą i kazał Medei by ta dyplomatycznie się mnie pozbyła. Misję zadała mi nie byle jaką: byka maratońskiego ubić.

Byk maratoński niegdyś z Krety pochodził, i za ojca słynnego Minotaura uchodził. Otóż przed laty wielu, największy z herosów, i mój idol odwieczny, Herakles, uprowadził byka tego z Krety na Eurysteusza podłego zlecenie. Eurystej jednak, ku przerażeniu ludu, monstrum na równiny wypuścił, a ono przez przesmyk przeszło nietknięte, aż na Maraton dotarło, gdzie niewinnych ludzi biło. Z Medei polecenia, miałem stwora tego ubić. Co raz Herakles zrobił, ja miałem dokończyć - honor to był dla mnie wielki, więc bez zastanowienia do zadania przystąpiłem.

Gdy po drodze szedłem i na byka się czaiłem, spotkałem starowinkę dobrotliwą, Hekale zwaną. Nie tylko w swej skromnej chacie mnie ugościła, ale i poczęstowała i napoiła, i noclegu udzieliła. Rzadko kiedy osoby nieznajome tak mnie ugościły, toteż mile zaskoczony byłem. Rankiem opowiedziałem jej o misji swojej, a ona pobłogosławiła mnie i obiecała, że samego Kronionowi, gromowładnemu, ofiarę złoży. Dziękując za te ciepłe słowa, wyruszyłem.
Tezeusz ubija byka maratońskiego na wazie czerwonofigurowej

Choć bydlę się broniło zaciekle, i rogami bodło, zdołałem przesilić stwora i kark jego skręcić. Gdy rogaty łeb padł, wyciągnąłem miecz swój najlepszy i nim odciąłem poczwary głowę i z nią ruszyłem ponownie do domu, najpierw jednak do domu staruszki zawitałem, by pokazać jej zwycięstwa dowód. Ku smutkowi mojemu jednak, zastałem ją w Thanatosa objęciach, gdyż ze starości już ducha oddała mroźnoskrzydłemu. Sam Zeusowi ofiarę złożyłem za nią, po czym skierowałem się do Aten, gdzie już Medea o moim zwycięstwie usłyszała.

Wiedźma nie pocieszona była z triumfu mojego, choć udawała zadowoloną. Wówczas namówiła ojca mego, Ajgeusa mężnego, by pozbył się młodzieńca niebezpiecznego nim ten jego tronowi zagrozi. Ajgeus przystał, a Medea uwarzyła miksturę tak śmiertelną, jak jeszcze dotąd nigdy. Ja nic nie wiedziałem o tym wówczas, i choć widziałem Medei fałszywość, zatrucia napoju nie podejrzewałem. W ostatniej chwili, szlachetny ojciec mój ujrzał i rozpoznał miecz i sandały, które lata temu w Trojzenie zostawił. Czar Medei pękł natychmiast, gdyż sama Atena ojca mego obudziła i Ajgeus puchar z trucizną z ręki mojej wytrącił. Wiedźmie nakazał natychmiast wynosić się razem z jej synem. I wówczas niebo się rozdarło, gdyż sam dziad wiedźmy, Helios promienisty, wszystkowidzący, zesłał jej dar - rydwan w smoki zaprzężony. Medea na rydwan wsiadła i razem ze swoim synalkiem odleciała do krain dalekich na wschodzie - mówią, że krainę założyli zwaną Medią.

Już byłem jedynym tronu dziedzicem, choć byli jeszcze ludzie, którzy nie chcieli widzieć Aten w rękach moich. Otóż Ajgeus brata miał wówczas, Pallasa zdradliwego, którego sam wzrok potrafił niczym żmija ukąsić. Synowie jego, Pallantydzi, pozbyć się mnie również postanowili, gdyż wymyślili, że jeśli zdołają mnie i ojca się pozbyć, tron tylko do nich będzie należał. Wywabili mnie więc Pallantydzi razem z ojcem, planując zasadzkę w lesie, Atena jednak osobiście mnie ostrzegła, gdyż wiedziała, że kiedyś królem jej miasta zostanę. Podszepnęła mi na ucho, gdzie skrytobójcy się schowali i uprzedziłem ich. Ojca zostawiłem, a sam wskoczyłem w krzaki, gdzie oni się chowali, i wybiłem Pallantydów zdradliwych co do jednego. Ostatnia przeszkoda na drodze do mojego tronu została usunięta.

Wówczas jednak inny smutek na Ateny nastał. Gdy rok już z ojcem byłem, przypłynęła do portu flota kreteńska i zaczęła żądać z ludzi daniny. A cóż to - zakrzyknąłem do ojca - że obce floty domagadają się wydania naszych ludzi. Ojciec mój, Ajgeus mężny i szlachetny, wyjaśnił mi w szczegółach skąd problem ten. A wszystko od feralnych igrzysk czternaście lat wcześniej się zaczęło.

Dalej: Ariadna
komentarze (3) | napisz komentarz
nie musisz się rejestrować!
Odyseja
© Archeos.pl | O serwisie | Kontakt |
Pliki Cookie
Używamy plików Cookie, aby ułatwiać korzystanie z naszego serwisu oraz do celów statystycznych i reklamowych. Jeśli nie blokujesz tych plików, to zgadzasz się na ich użycie oraz zapisanie w pamięci urządzenia. Pamiętaj, że możesz samodzielnie zarządzać cookies, zmieniając ustawienia przeglądarki. Rozumiem