Pełny dostęp do zasobów serwisu
Niezarejestrowni goście mają pełny dostęp do zasobów serwisu. Mogą pisać komentarze, posty na forum, pobierać wszystkie zamieszczone w serwisie pliki i załączniki do wiadomości na forum. Zapraszamy!
Dlaczego tu jest reklama?
autor: Kalontas | napisano 25 czerwca 2009 o 22:59
czytano 20262 razy | średnia ocen: 5.48

Tezeida: Minotaur

Wstecz: Ariadna

Jakiś czas błądziłem po korytarzach labiryntu niezmierzonego wraz z dziećmi, które chronić miałem. Wszak nić prowadziła mnie do wyjścia, ale nie do środka, gdzie sam potwór ohydny się skrywał! Jakby mało było, że mieliśmy się z pół-bykiem zmierzyć, labirynt ten był przez samego Dedala skonstruowany, pułapkami nafaszerowany. A kimże Dedal takim ważnym był? Z Aten mój ojciec go wygonił za zabicie bratanka swojego własnego, a zabił on z zazdrości o krewniaka pomysłowość! Choć bardzo był bystry i rozumny, tak samo moralności pozbawiony i z miasta musieliśmy go usunąć, tylko po to by stał się doradcą naszego największego wroga. Gdy jednak w końcu ja i moi podwładni przez korytarz pułapek się przedostaliśmy, usłyszeliśmy jęk niczym z Piekieł samych - i doprawdy, bardziej przerażających jęków nawet w tym królestwie, bladolicy, nie słyszałem.

Wszyscy przygotowaliśmy się do starcia, dzieci za mymi plecami stanęły, i wtedy ukazał nam się ów stwór. Wielkie, zakręcone rogi ze skroni jego wyrastały, zaraz nad głową byka, groźnie na mnie spozierającą i prychającą nozdrzami. Zęby on szczerzył swoje drapieżne, krwią pokryte, czekając na moment odpowiedni. Od szyi w dół jednak wyglądał jak w pełni normalny człowiek, o męskiej nawet ciała budowie, jedynie włosie bycze chyba skórę jego nieznacznie pokrywało. Co jeszcze zwierzęcie weń było, to ogon byka z zadu wyrastający i kopyta bydlęce, gotowe do uderzenia. Zaczął pocierać kopytem swoim o ziemię, co u byka przygotowanie do ataku oznacza. Chwilę potem, ruszył.
Tezeusz walczy z Minotaurem

Ja jednak nie zląkłem się ani odrobiny i gdy pysk jego ujrzałem przed sobą, miast uciekać, chwyciłem go za rogi i zacząłem zapasy. Siłowało się bydlę niesłychanie i próbowało mnie na ziemię powalić. Choć mocno się trzymałem, nie raz musiałem na kolana klękać, taką miał siłę potworną! Zawsze jednak wstać mi się udało i odepchnąć jego cielsko masywne, by do kolejnego ciosu przystąpić. W końcu po wielu takich przepchnięciach, siłę całą w sobie zebrałem i monstrualny łeb zmęczonego już Asteriosa okręciłem w bok, kark potworowi łamiąc. Wkrótce jęk się w powietrzu uniósł i bestia legła u moich stóp. Udało się, ubiłem Minotaura na trzech kontynentach sławnego!

Miecza swego dobyłem zza płaszcza i głowę potwora od ciała oddzieliłem, by pokazać w dowód swojego dokonania. Dzieci ateńskie dziękować mi zaczęły za ich wyzwolenie, ale nie chciałem pochlebstw, jedynie wdzięczności. Z głową syna minosowego w jednej ręce, a mieczem w drugiej, po nici zacząłem wracać do wyjścia. Gdy w końcu wydostałem się, na zewnątrz już Ariadna czekała, strapiona poważnie.
Tezeusz wydostaje się z Labiryntu

Rzekła mi jedynie, że wieść się szybko rozchodzi i jej ojciec wie już o upadku Minotaura. Że rozgniewany jest mocno, że utracił swoje narzędzie zemsty i gotów jest mnie zabić. Jedyną możliwością była - jak Ariadna mówiła - ucieczka. Choć niekontent, pojąłem że sam tu jestem z tymi dziećmi i z królewną, więc rzeczywiście uciec muszę. Do portu szybko pobiegłem i na statek się dostałem, szybko stawiając żagiel mój czarny i płynąc do Aten.

Zatrzymaliśmy się dopiero w Naksos dalekim, gdzie Ariadna oświadczyła, że udać się chce na spoczynek. Prośbę jej zagwarantowałem, samemu zostając z załogą statku, gdzie opowiadać im zacząłem o tym co w labiryncie spotkałem. I gdy tak rozmawialiśmy, nagle zjawiła się przede mną postać boska, młoda i urodziwa, w wieńcu z winogron na głowie, i z twarzą radosną. Upadłem przed nim na twarz, z szacunkiem bóstwu należnym i zapytałem któż to zaszczycił mnie swą wizytą. "Jam jest Dionizos" - przedstawił się bóg - "i pragnę pojąć za żonę kobietę, którą w lesie ujrzałem". Gdy żem zapytał cóż to za kobieta, odrzekł że o Ariadnę Minojdę chodzi, dlatego do mnie przybył. Zażądał bym ją na Naksos zostawił i odpłynął, a on pojmie ją sobie za żonę. Bogu przecie sprzeciwiać się nie można, jak więc zażądał, tak zrobiłem.

Zasmucony zostawieniem ukochanej na odległej wyspie, pamiętałem by głowę Minotaura zawiesić na maszcie, ale nie pamiętałem, by żagle z czarnych na białe zmienić. I choć głowy stwora z daleka widać nie było, żagle czarne były aż nadto widoczne. Gdy więc statek do Aten zbliżać się zaczął, mój ojciec śmiertelny Ajgeus już na brzegu siedział i wypatrywał okrętu. Ku nieszczęściu swojemu, ujrzał go i czarne dostrzegł żagle. Pewien, żem spotkania z monstrum nie przeżył, nie mógł myśli okrutnej zdzierżyć, że bez dziedzica żadnego pozostał i ze skał się rzucił do morza.

Gdy mój statek przybił do brzegu, szlachta przywitała mnie należycie, oświadczając że teraz tron należeć będzie do mnie. Gdym zapytał, co się z ojcem moim stało, opowiedzieli o jego śmierci tragicznej. I rzadko, powiem ci Ajdoneusie, śmiertelnik uczuć takich mieszanych doświadcza - z tronu radość, a ze śmierci ojca smutek. Pogrzebałem go należycie, twojemu królestwu oddałem, a sam zająłem należny mi tron i rozpocząłem długie rządy, podczas których wiele jeszcze przygód mi się natrafiło.

Dalej: Amazonki
komentarze (9) | napisz komentarz
nie musisz się rejestrować!
Eneida
© Archeos.pl | O serwisie | Kontakt |
Pliki Cookie
Używamy plików Cookie, aby ułatwiać korzystanie z naszego serwisu oraz do celów statystycznych i reklamowych. Jeśli nie blokujesz tych plików, to zgadzasz się na ich użycie oraz zapisanie w pamięci urządzenia. Pamiętaj, że możesz samodzielnie zarządzać cookies, zmieniając ustawienia przeglądarki. Rozumiem