Pełny dostęp do zasobów serwisu
Niezarejestrowni goście mają pełny dostęp do zasobów serwisu. Mogą pisać komentarze, posty na forum, pobierać wszystkie zamieszczone w serwisie pliki i załączniki do wiadomości na forum. Zapraszamy!
Dlaczego tu jest reklama?
autor: Kalontas | napisano 7 lipca 2009 o 23:45
czytano 14928 razy | średnia ocen: 5.20

Tezeida: Pejritoos

Wstecz: Amazonki

Spójrz teraz, cny Hadesie, po wieki najwierniejszy, który prędzej czy później każdego człeka w swoje objęcia weźmiesz, spójrz któż siedzi koło mnie na tym mroźnym krześle, tronie godnym przestępcy, nie króla. Choć i ja i on królowie, przyszło nam skończyć na tych mroźnych siedzeniach, w objęciach, z których jedynie mój głos się może wydostać. Gdy ja spoglądam w mój bok, widzę udręczoną duszę, uwięzioną po wieki w jednym miejscu. Dla niego już za późno, choć dla mnie być może jeszcze nie, jeśli litość okażesz. Oto ten człowiek, który tak zuchwałą propozycję ci złożył to Pejritoos, mój przyjaciel najszczerszy.

Przyznać muszę, że chyba z nikim lepiej nie rozumiałem się jak z owym Pejritoosem biednym, choć raptownym. A poznaliśmy się też w sposób niecodzienny, co na myśl przywodzi mi tylko stare bajki z krajów Babilonu o królu Gilgameszu i jego Enkidu. Otóż tak jak Enkidu był potworem z gór, tak Pejritoos był królem pół-dzikiego Lapitów ludu, władcą tych barbarzyńców tesalskich, co tylko miecz znali i tarczę. Któregoś razu pono doszły do niego głosy, że najmężniejszym i najsilniejszym z królów na Ziemi jest nie kto inny, lecz moja skromna osoba. Nie uwierzył jednak w te pogłoski i postanowił je sprawdzić.

Nocą więc potajemnie on i jego dzikusy lapickie wdarły się na teren Attyki, by życie zacząć mi uprzykrzać. Nie wiedząc, co może zrobić, by uwagę moją zwrócić, Pejritoos mężny wymyślił by bydło ateńskie, z królewskiego chowu, skraść spod Maratonu i uprowadzić na swoje ziemie. Po ciemku więc zagrody zniszczyli, całe stado powiązali i uprowadzili w kierunku Tesalii. Czym prędzej posłańcy moi do Aten dobiegli, do pałacu na wzgórzu, i poinformowali mnie o tej bezbożności. Cóż innego robić, jak nie ukarać świętokradcy?

Natychmiast z moimi zwiadowcami popędziłem śladem barbarzyńców, którzy nakradli święte stada. Choć długo żadnych tropów nie było, w końcu ktoś wykrył którędy uprowadzono zwierzęta, i powoli znaleźliśmy drogę daleko na północ. Gdyśmy coraz bliżej Tesalii były, już się pomysły pojawiały, że to Centaury dzikie nasze bydło uprowadziły, lud jednak ludzi na koniach, a nie ludzi-koni widział. W końcu jednak doszliśmy do siedziby Lapitów barbarzyńskich i wszystko się wyjawiło. To słynny król-rozbójnik, barbarzyński wódz, Pejritoos, ukradł te stada by mi na złość zrobić. Gdy mnie obaczył, wyszedł naprzód swoich dzikusów i zaczął mnie wyzywać. Na taką obrazę pozwolić nie mogłem.
Tezeusz i Pejritoos

Dobyłem swojego miecza, konia ostrogami popędziłem, po czym ruszyłem na dzikusa. Ten zaparł się mocno na swoim wierzchowcu i szarżę pełną przetrzymał. Gdy go minąłem, wróciłem natychmiast i ruszyłem do walki w zwarciu. Po szybkiej wymianie ciosów, w końcu z konia strącić go zdołałem i sam zeskoczyłem ze swojego, by szanse wyrównać. O dziwo, jego barbarzyńcy nic nie robili, jak to Lapici mieli w zwyczaju, honorowy pojedynek przerywać. Walczyliśmy tak jeszcze długo i równo, aż Pejritoos usiadł zmęczony, poddając się.

Prosił o przyjęcie poddania, uznając że równi jesteśmy sobie, choć sam w to nie wierzył. Cała bydła kradzież - jak wyznał - prowokacją była, by mnie ściągnąć i przekonać się, czy doprawdy jestem takim wielkim wojownikiem, jak wszyscy opowiadają. I ja się przekonałem, że on mi też równy jest, gdyż sam byłem równie zmęczony. On, Pejritoos, syn Iksjona i Zeusa, oraz ja, Tezeusz, syn Ajgeusa i Posejdona. Uświadomiliśmy sobie, że znaleźliśmy równych sobie przeciwników i natychmiast zaprosiłem go na ucztę do Aten, jeśli tylko ten odda co ukradł - co też zrobił bez wahania.

Uczta po powrocie była długa i upojna, a my odkryliśmy, że w istocie tacy sami jesteśmy, jedynie przez zrządzenie losu w różne rzuceni królestwa. Jakżem bogom dziękował, że znalazłem sobie równego kompana! Przyjaciela, jakiego trudno by było znaleźć gdzie indziej! I wtedy on wyznał mi, że w zamian za tą ucztę, on zaprosi mnie na ślub swój i wesele z Hippodamią, które wkrótce mają mieć miejsce. Żebyśmy tylko wówczas wiedzieli, jaki obrót wesele przyjmie!

Dalej: Centaury
komentarze (2) | napisz komentarz
nie musisz się rejestrować!
Epos o Gilgameszu
© Archeos.pl | O serwisie | Kontakt |
Pliki Cookie
Używamy plików Cookie, aby ułatwiać korzystanie z naszego serwisu oraz do celów statystycznych i reklamowych. Jeśli nie blokujesz tych plików, to zgadzasz się na ich użycie oraz zapisanie w pamięci urządzenia. Pamiętaj, że możesz samodzielnie zarządzać cookies, zmieniając ustawienia przeglądarki. Rozumiem